"Pozory mylą"
narracja trzecioosobowa
-
Powiesz nam gdzie wczoraj byłeś ? - odezwał się po dłużej ciszy pan
Bieber. Jedli śniadanie jak zawsze wspólnie, ale tym razem było trochę
inaczej. Atmosfera, która panowała była inna niż co ranek. - Zapytałem o
coś - powiedział spokojnie Jeremy zwracając się w stronę syna. Ten
jednak nie odpowiedział co irytowało mężczyznę. - Masz natychmiast
powiedzieć gdzie byłeś ! - podniósł swój ton głosy. Pattie, która do tej
pory się nie odzywała przestraszyła się głosu ze strony męża. Wiedziała
do czego jest zdolny, gdy jest wkurzony. Kobieta spojrzała w stronę
syna, aby odpowiedział ojcu. Nie chciała, żeby wybuchła jakaś kłótnia w
domu.
- Nie powinno cię to interesować - odpowiedział spokojny głosem.
- Justin.. - westchnęła jego matka. Nie podobało jej się jak traktował ojca. Przy gościach potrafił być normalny, ale pozory mylą. W domu był inny. Każdy myślał, że między nim, a jego synem jest wyjątkowa więź, ale tak nie było.
- Jak ty się do mnie odzywasz ! - krzyknął Jeremy.
- Tak jak mi się podoba - syknął chłopak po czym wstał. Chciał iść do siebie lecz ojciec złapał go za rękę. - Puść mnie.
- Nie tym tonem moje dziecko ! - w tym momencie usłyszeli dzwonek do drzwi. Pattie wiedział, że żaden z nich nie ma zamiaru się ruszył, ale ona nie chciała ich zostawiać. Musiała jednak otworzyć.
- Otworzę - szepnęła cicho i poszła.
- Bo co mi zrobisz ? - spojrzał na Jerem'iego. Stanął obok niego. Był wściekły, że tak wychował swoje dziecko. Choć można powiedzieć, że bardziej starała się jego żona..
- Nie życzę sobie, abyś odnosił się do mnie takim tonem gówniarzu ! - krzyknął na tyle głośno, że gości jak i Pattie mogły usłyszeć każde słowo.
- Nie będziesz mi rozkazywać ! - krzyknął równie głośno. Mężczyzna miał ochotę go uderzyć, zresztą jak przy każdej kłótni. Justin zauważył w jego oczach tą nienawiść do niego. Nie mógł uwierzyć w to, że ojciec może tak nienawidzić swojego syna. To było chore. - No uderz mnie ! Na co kurwa czekasz ! - z jego oczu popłynęło kilka słonych kropli. Nie chciał płakać z jego powodu, ale to było silniejsze od niego. Był słaby. Mężczyzna wziął zamach chcąc uderzyć go, ale w ostatniej chwili do jadalni weszła Pattie razem z Alice. Dziewczyna była zszokowana tą sytuacją. Otworzyła szeroko usta, ale szybko ją zakryła ręką.
- Jeremy ! - krzyknęła Pattie. W jej oczach można było zauważyć łzy, które z ledwością powstrzymywała. Mąż kobiety podskoczył po czym spojrzał na nią i Alice. Justin również spojrzał w ich stronę. Zamarł widząc swoją dziewczynę. Nie chciał, żeby wiedziała o tym jakie ma relacje z ojcem. Nie chciał się nad sobą użalać, ale nie chciał okłamywać jakiego to ma super ojca. Z drugiej strony cieszył się, że ona słyszała to wszystko, albo część. Bo przecież nikt by nie uwierzył, że jego "cudowny" ojciec nienawidzi swojego syna.
- Boisz się ? - spojrzał na niego po czym ruszył do w stronę schodów.
- Pogadamy wieczorem - krzyknął w jego stronę.
- Alice, przepraszam -Pattie szybko otarła oczy - Możesz iść do Justina - uśmiechnęła się delikatnie co dziewczyna odwzajemniła.
Zapukała delikatnie w drzwi. Nie czekała na "proszę" tylko po prostu weszła. Spojrzała na chłopaka, który siedział na łóżku. Twarz miał zasłoniętą dłońmi. Było jej jego żal. Nie spodziewała się, że pan Jeremy w taki sposób traktuje syna. Nie wiele myśląc przytuliła chłopaka. Odwzajemnił uścisk. Potrzebował miłości. Potrzebował osoby takiej jak Alice. Z każdym dniem cieszył się coraz bardziej, że ją ma. Kochał ją i to było najważniejsze. Dla niej jak i dla niego. [..]
Wieczorem Alice musiała wracać do domu. Justin odprowadził ją pod drzwi. Chciał ją podwieźć, ale się nie zgodziła. Odpuścił, bo wiedział, że i tak z nią nie wygra. Pożegnali się soczystym całusem w usta.
Chłopak chciał jak najszybciej znaleźć się w pokoju i uniknąć nie potrzebnej konserwacji z ojcem. Stał już na drugim stopniu, ale usłyszał wołanie za swoich pleców.
Pewnie Scooter dzwonił - pomyślał. Nie mylił się.
- Justin chodź na chwile - zawołała Pattie. Posłusznie poszedł do matki, która siedziała na krześle w kuchni. - Twój menadżer dzwonił. Za dwa dni masz miesięczną trasę po Ameryce - oznajmiła po czym wyszła z kuchni co chłopaka bardzo zdziwiło.
- Nie powinno cię to interesować - odpowiedział spokojny głosem.
- Justin.. - westchnęła jego matka. Nie podobało jej się jak traktował ojca. Przy gościach potrafił być normalny, ale pozory mylą. W domu był inny. Każdy myślał, że między nim, a jego synem jest wyjątkowa więź, ale tak nie było.
- Jak ty się do mnie odzywasz ! - krzyknął Jeremy.
- Tak jak mi się podoba - syknął chłopak po czym wstał. Chciał iść do siebie lecz ojciec złapał go za rękę. - Puść mnie.
- Nie tym tonem moje dziecko ! - w tym momencie usłyszeli dzwonek do drzwi. Pattie wiedział, że żaden z nich nie ma zamiaru się ruszył, ale ona nie chciała ich zostawiać. Musiała jednak otworzyć.
- Otworzę - szepnęła cicho i poszła.
- Bo co mi zrobisz ? - spojrzał na Jerem'iego. Stanął obok niego. Był wściekły, że tak wychował swoje dziecko. Choć można powiedzieć, że bardziej starała się jego żona..
- Nie życzę sobie, abyś odnosił się do mnie takim tonem gówniarzu ! - krzyknął na tyle głośno, że gości jak i Pattie mogły usłyszeć każde słowo.
- Nie będziesz mi rozkazywać ! - krzyknął równie głośno. Mężczyzna miał ochotę go uderzyć, zresztą jak przy każdej kłótni. Justin zauważył w jego oczach tą nienawiść do niego. Nie mógł uwierzyć w to, że ojciec może tak nienawidzić swojego syna. To było chore. - No uderz mnie ! Na co kurwa czekasz ! - z jego oczu popłynęło kilka słonych kropli. Nie chciał płakać z jego powodu, ale to było silniejsze od niego. Był słaby. Mężczyzna wziął zamach chcąc uderzyć go, ale w ostatniej chwili do jadalni weszła Pattie razem z Alice. Dziewczyna była zszokowana tą sytuacją. Otworzyła szeroko usta, ale szybko ją zakryła ręką.
- Jeremy ! - krzyknęła Pattie. W jej oczach można było zauważyć łzy, które z ledwością powstrzymywała. Mąż kobiety podskoczył po czym spojrzał na nią i Alice. Justin również spojrzał w ich stronę. Zamarł widząc swoją dziewczynę. Nie chciał, żeby wiedziała o tym jakie ma relacje z ojcem. Nie chciał się nad sobą użalać, ale nie chciał okłamywać jakiego to ma super ojca. Z drugiej strony cieszył się, że ona słyszała to wszystko, albo część. Bo przecież nikt by nie uwierzył, że jego "cudowny" ojciec nienawidzi swojego syna.
- Boisz się ? - spojrzał na niego po czym ruszył do w stronę schodów.
- Pogadamy wieczorem - krzyknął w jego stronę.
- Alice, przepraszam -Pattie szybko otarła oczy - Możesz iść do Justina - uśmiechnęła się delikatnie co dziewczyna odwzajemniła.
Zapukała delikatnie w drzwi. Nie czekała na "proszę" tylko po prostu weszła. Spojrzała na chłopaka, który siedział na łóżku. Twarz miał zasłoniętą dłońmi. Było jej jego żal. Nie spodziewała się, że pan Jeremy w taki sposób traktuje syna. Nie wiele myśląc przytuliła chłopaka. Odwzajemnił uścisk. Potrzebował miłości. Potrzebował osoby takiej jak Alice. Z każdym dniem cieszył się coraz bardziej, że ją ma. Kochał ją i to było najważniejsze. Dla niej jak i dla niego. [..]
Wieczorem Alice musiała wracać do domu. Justin odprowadził ją pod drzwi. Chciał ją podwieźć, ale się nie zgodziła. Odpuścił, bo wiedział, że i tak z nią nie wygra. Pożegnali się soczystym całusem w usta.
Chłopak chciał jak najszybciej znaleźć się w pokoju i uniknąć nie potrzebnej konserwacji z ojcem. Stał już na drugim stopniu, ale usłyszał wołanie za swoich pleców.
Pewnie Scooter dzwonił - pomyślał. Nie mylił się.
- Justin chodź na chwile - zawołała Pattie. Posłusznie poszedł do matki, która siedziała na krześle w kuchni. - Twój menadżer dzwonił. Za dwa dni masz miesięczną trasę po Ameryce - oznajmiła po czym wyszła z kuchni co chłopaka bardzo zdziwiło.
- Super - syknął pod nosem i poszedł do pokoju gdzie od razu położył się na łóżku.
Tej nocy nie mógł zasnąć. Co chwile myślał o wyjeździe i Alice. Nie mógł jej przecież zostawić. Nie mógł pozwolić by Jeydon zrobił jej jakąkolwiek krzywdę. Wiedział dobrze, że jego wyjazd to najlepszy moment by skrzywdzić jego ukochaną. Nie chciał wyjeżdżać, ale musiał. Nienawidził tego jak nikt nie brał pod uwagę jego zdania na temat wywiadów, koncertów i tego typu rzeczy. Musiał zawsze pod pasować się im. Nie ważne czy miał szkołę, czy musiał iść do lekarza, czy umówił się ze znajomymi. Miał tego dość, ale kochał to co robił i za wszelką cenę nigdy by z tego nie zrezygnował. Za dużo czasu, wysiłku i całego siebie w to włożył. Nie chciał zresztą zawieść fanów. Scooter, z pozory jest miłym i uprzejmym człowiekiem. Pozory mylą. Justin dobrze znał te słowa, a nawet za dobrze. Między innymi Jeydon, ojciec i Scooter. Te osoby zawsze mu się nasuwają. Braun był chamski, szczególnie to Justina. Nigdy nie liczył się z jego zdaniem. Miał to gdzieś co on o tym sądzie. Czy to mu pasuje czy nie zawsze musiał się dostosować do decyzji menadżera. Nie potrafił się mu sprzeciwić. Bał się ? Możliwe. Wiedział, że bez niego nigdy nie osiągnąłby tego co teraz. Piosenkarz musiał się dopasować do decyzji jaką powiedział menadżer. Musi robić wszystko pod jego dyktando. Jest jak marionetka, która wszyscy tylko pociągają za sznurki.
Tej nocy nie mógł zasnąć. Co chwile myślał o wyjeździe i Alice. Nie mógł jej przecież zostawić. Nie mógł pozwolić by Jeydon zrobił jej jakąkolwiek krzywdę. Wiedział dobrze, że jego wyjazd to najlepszy moment by skrzywdzić jego ukochaną. Nie chciał wyjeżdżać, ale musiał. Nienawidził tego jak nikt nie brał pod uwagę jego zdania na temat wywiadów, koncertów i tego typu rzeczy. Musiał zawsze pod pasować się im. Nie ważne czy miał szkołę, czy musiał iść do lekarza, czy umówił się ze znajomymi. Miał tego dość, ale kochał to co robił i za wszelką cenę nigdy by z tego nie zrezygnował. Za dużo czasu, wysiłku i całego siebie w to włożył. Nie chciał zresztą zawieść fanów. Scooter, z pozory jest miłym i uprzejmym człowiekiem. Pozory mylą. Justin dobrze znał te słowa, a nawet za dobrze. Między innymi Jeydon, ojciec i Scooter. Te osoby zawsze mu się nasuwają. Braun był chamski, szczególnie to Justina. Nigdy nie liczył się z jego zdaniem. Miał to gdzieś co on o tym sądzie. Czy to mu pasuje czy nie zawsze musiał się dostosować do decyzji menadżera. Nie potrafił się mu sprzeciwić. Bał się ? Możliwe. Wiedział, że bez niego nigdy nie osiągnąłby tego co teraz. Piosenkarz musiał się dopasować do decyzji jaką powiedział menadżer. Musi robić wszystko pod jego dyktando. Jest jak marionetka, która wszyscy tylko pociągają za sznurki.
~~~~~~
Witam Was po długiej nie obecności.
Przepraszam, że tyle u nie pojawił się rozdział, ale brak weny mi to uniemożliwił.
Przepraszam <3
Myślę, że jeszcze z 5 rozdziałów i epilog.
Ciężko mi będzie rozstać się z tą historią, bo jest ona moją 1.Nie wiem czy warto pisać. Są tu w ogóle jeszcze jacyś czytelnicy ?
Dziękuje za komentarze pod poprzednią notką ;*
zapraszam na mój 2 blog - first love
zapraszam na mój 2 blog - first love
Wow :o Cudowny rozdział <3 Dziewczyno jesteś mega boska ! Wielbię Cię ! Ten rozdział pokazuje relacje między Justinem a jego ojcem i Scooterem. To jest piękne :) Kocham cię ! <3
OdpowiedzUsuńCzekam nn :) / Amelia
Bardzo dobrze ze przeniosłaś bloga z onetu :) Czekam na nn.
OdpowiedzUsuń