czwartek, 8 listopada 2012

Rozdział 27


narracja trzecioosobowa
- The sun goes down,
The stars come out,
And all that counts,
Is here and now,
My universe will never be the same,
I'm glad you came.. - pierwsze słowa piosenki zespołu The Wanted wydobyły się z komórki Justina. Chłopak od razu się obudził choć sprawiło mu to duży problem. Nie codziennie wstaje o trzeciej rano. Szatyn wyłączył alarm i odłożył telefon na stolik. Wstał z miękkiego materacu i poszedł do łazienki gdzie wziął prysznic.
Po wykonaniu porannej toalety, dokończył pakowanie torby, która miała mu posłużyć jako bagaż podręczny po czym ubrał się. Dzisiejszy zestaw składał się z czarnych rurek i tego samego koloru skórzana kurtka, niebieskiej koszulki z żółtym nadrukiem, w tych samych odcieniach butów. Jako dodatek posłużył mu niebieski fullcap oraz czarne ray-bany. Przejrzał się w lustrze i poprawił włosy po czym włożył czapkę. Na koniec wypstrykał się jednym z najdroższych perfum i założył okulary.
- Gotowe - szepnął.
Wyszedł z pokoju zabierając ze sobą walizkę i torbę. Schodząc na dół natknął się na ojca, który zbierał się do pracy. Po ostatniej awanturze nie odzywał się do niego. Jeremy przeszedł obok syna nawet na niego nie patrząc.
Szatyn odłożył bagaże w salonie i poszedł do kuchni gdzie zastał matkę. Kobieta uśmiechnęła się do niego czule. Mimowolnie jego kąciki ust uniosły się w górę. Chłopak usiadł przy stole. Pattie zrobiła to samo.
- Chcesz coś zjeść ? - spojrzała na syna. Chłopak pokręcił przecząco głową. - Justin - westchnął. Nie chciała go zmuszać, ale martwiła się o niego.
- Mamo - jęknął. Pattie chciała coś dodać, ale zadzwonił dzwonek. Szatyn od razu pobiegł do drzwi i je otworzył. Za nimi stała uśmiechnięta dziewczyna. Alice weszła do środka zamykając za sobą drzwi. Gdy tylko się odwróciła, Justin pchnął ją lekko na ścianę i przygwoździł ją do niej. Delikatnie musnął jej wargi.
- Tęskniłem - szepnął jej do ucha po czym wpił się zachłanne w jej wargi. Dziewczyna odwzajemniła jego pocałunki.
- Wariat - zaśmiała mu się w usta. Odepchnęła delikatnie chłopaka od siebie i ruszyła do salonu gdzie natknęła się na Pattie. Grzecznie się z nią przywitała po czym usiadła na sofie. Zaraz obok niej zjawił się Justin, ale z innym wyrazem twarzy.
- Co się stało ? - zwróciła się jego stronę. Chłopak wtulił się w nią.
- Będzie mi ciebie brakowało - wymamrotał.
- Mi ciebie też - musnęła jego policzek. Przytuliła go mocniej do siebie. [..]
- Uważaj na siebie - powtarzała w kółko te słowa.
- Będę - powiedział znudzonym głosem. Trochę go to denerwowało, że jego dziewczyna aż tak bardzo się o niego martwi. To raczej on powinien o nią. Przecież zostawia ją na dwa tygodnie. Przez ten czas może się wiele wydarzyć. Możliwe, że Jeydon to wykorzysta. Nie będzie miał kto ją ochronić, przy niej nie będzie Justina.Właśnie tego chłopak obawiał się najbardziej. Nie chciał jej zostawiać, ale niestety musiał. Taką miał pracę.
- Obiecaj - rozkazała dziewczyna obejmując rękami chłopaka szyję. Spojrzała w jego czekoladowe oczy, lecz on odwrócił od niej wzrok. Bał się, że brunetka wyczyta coś niepokojącego. - Justin - westchnął. Cmoknął ją w kącik ust i szepnął.
- Obiecuje - wychodząc z pokoju uśmiechnął się cwaniacko i delikatnie klepnął ją w tyłek.
- Justin - krzyknęła rozbawiona i ruszyła zaraz za nim.
W salonie czekał już na niego Kenny, który miał razem z chłopakiem pojechać na lotnisko. Hamilton, gdy tylko zobaczył dwójkę zakochanych, uśmiechnął się szeroko ukazując swoje białe zęby co przy jego karnacji zwracały wielką uwagę. Podszedł do nich i przywitał się uściskiem. Przedstawił się Alice, którą widzi po raz pierwszy. Chciał z nią trochę porozmawiać, ale nie było na to czasu.
- Za pięć minut widzę cię w aucie młody - poklepał go po ramieniu, wziął od niego kluczyki i wyszedł z domu wcześniej obdarowując Pattie i Alice uśmiechem.
- Czas się pożegnać - powiedział Justin smutnym głosem przytulając się do dziewczyny.
- To tylko czternaście dni - zaśmiała się. Wtulił się w nią mocniej. - Damy radę - uśmiechnęła się wplatając palce we włosy chłopaka.
- Będę tęsknić - szepnął. Odsunął się lekko od dziewczyny tak by móc spojrzeć w jej oczy. - Kocham cię - mówiąc te słowa delikatnie się uśmiechnął i musnął jej wargi.
- Ja ciebie też - odpowiedziała po czym wpiła się w jego wargi. Chłopak od razu odwzajemnił każde muśnięcie. Złapał ją w pasie i przyciągnął do siebie. Alice, swoimi dłońmi mierzwiła jego włosy.
Ich namiętny pocałunek nie trwał długo, ponieważ przerwała im Pattie głośnym chrząknięciem co miało oznaczać, że jej syn powinien już iść. Wyszli przed dom by tam się pożegnać.
- Uważaj na siebie - poprosiła. Westchnął i po raz ostatni musnął jej słodkie usta. Przytulił swoją matkę i wsiadł do samochodu wcześniej machając na pożegnanie. Już po chwili auto zniknęło z podjazdu. Alice pożegnała się panią Bieber i wróciła do swojego domu. [..]
- No nareszcie ! - krzyknął Scooter w stronę piosenkarza i Hamiltona. - Dłużej nie można było ? - zapytał zły. Braun nienawidził spóźnień. Nie tolerował tego. Każdy dobrze wiedział, że jego nie można denerwować. Zazwyczaj darł się na wszystkich. Tak samo było tym razem.
- Sorry - mruknął Justin. Wziął swoją torbę i wymijając menadżera ruszył w stronę lotniska. Kenny od razu poszedł za nim by ochronić go przed fankami. [..]
W samolocie byli już wszyscy. Czekali na piosenkarza i jego ochroniarza. Gdy tylko ci zajęli swoje miejsca, pojazd wystartował. Justin nie lubił latać samolotami. Zazwyczaj przesypiał cały lot. Tak było i tym razem. Do swojego iphona podłączył słuchawki u puścił jeden ze swoich ulubionych kawałków, 30 Second To Mars - The Kill. Piosenka nie była w jego stylu, ale ją uwielbiał. Choć sam nie miał pojęcia czemu. Jeszcze piosenka się nie skończyła, a on już spał. [..]
Obudził się dopiero, gdy wylądowali. Wszyscy wyszli z samolotu zabierając ze sobą bagaże i ruszyli do busa, którym mieli dojechać do hotelu. [..]
Po dojechaniu na miejsce każdy ruszył do swojego pokoju. Justin wszedł do swojego apartamentu. Nie rozpakowywał się, bo nie miało sensu co chwile wszystkiego pakować.
Szatyn wypstrykał się perfumem i wyszedł z pomieszczenia. Na holu czekali już na niego Kenny i Ryan. Razem wyszli z budynku i czekali na resztę ekipy. Musieli jechać do studia gdzie mieli ustalić ostatnie szczegóły koncertów. Dopiąć na ostatni guzik.
Po kilku minutach zjawił się Scooter z resztą. Wsiedli do busa i ruszyli. [..]
Do hotelu wrócili po dwudziestej trzeciej. Justin po wejściu do pokoju od razu położył się na łóżku. Nie sądził, że Braun miał dla niego "niespodziankę". Otóż spotkał się z Will.I.Am, który poprosił go o współpracę. Scooter nie rozmawiając z szatynem zgodził się na propozycję mężczyzny. Braun wszystko ustalił nie konsultując się z piosenkarzem. Justin miał nagrać piosenkę z Will'em, którą szatyn miał napisać. Nie był za bardzo zadowolony, ponieważ niedługo kończą się wakacje, a chłopak idzie do ostatniej klasy. Nie będzie mieć czasu na pracę, bo musi poświęcić się nauce. Przecież będzie zdawał maturę. Miał nadzieję, że da radę.
Wziął do ręki telefon i odblokował go. Wpisał na wyświetlaczu numer swojej dziewczyny. Miał zadzwonić od razu jak wyląduje, lecz nie miał za bardzo czasu. Oby mi wybaczyła - pomyślał i wcisnął lewy przycisk w komórce.
Dziewczyna odebrała niemal od razu, jakby miała telefon cały czas przy uchu.
- Hej kochanie - odezwał się nie pewnie. Zaraz znowu się odezwał, aby Alice nie zaczęła krzyczeć. - Nie gniewasz się na mnie, co nie ? - uśmiechnął się do słuchawki.
- Chętnie bym ci przywaliła i nakrzyczała na ciebie - opowiedziała zgodnie z prawdą. - Myślałam, że coś się stało - westchnęła smutno.
- Przepraszam skarbie, ale Scoot zorganizował dwa spotkania - zaczął wyjaśniać. [..]
Dopiero po północy skończyli ze sobą rozmawiać. Justin miał w planach zadzwonić jeszcze do mamy, lecz nie chciał jej budzić. Napisał tylko krótką wiadomość o treści:
Nic mi nie jest. Nie martw się. Przepraszam, że nie dzwoniłem, miałem spotkania. 
Justin :)
Wysłał sms'a i ustawił alarm na szóstą rano. Nie lubił wstawać o tak wczesnej porze. Skrzywił się widząc godzinę. Odstawił telefon na stolik i ułożył się wygodnie w łóżku wcześniej przebierając się w jakiś stosowny strój do spania. Zasnął od razu.

~~~~~~~~

8 listopad 2011 .. wiecie co to za data ?
To właśnie w tym dniu powstał blog. To już minął ROK.
BIRTHDAY :)
Szczerze to nie mogę w to uwierzyć. A Wy ?
Właśnie z tej okazji, urodzin bloga, napisałam dla Was rozdział.
Kocham Was bardzo i dziękuje za komentarze dzięki którym mam ochotę pisać.

Co do rozdziału, trochę nudny, ale obiecuję, że już niedługo będzie wiele akcji.
Musicie tylko cierpliwie poczekać.

Jeżeli ktoś chce być informowany o nowej notce 
w komentarzu podajcie link do bloga albo swoje nazwy na tt.

poniedziałek, 27 sierpnia 2012

Rozdział 26

"Ona kocha go równie mocno jak on"

narracja trzecioosobowa
Szli aleją w parku trzymając się za ręce. Co chwile skradali sobie nawzajem niewinne całusy, przytulali się lub śmiali z byle czego. Ludzi przechodzący obok nich uśmiechali się pod nosem. Niektórzy patrzyli na nich jak na parę zakochanych wariatów, a starszym ludziom na ich widok łza zakręciła się w oku i wspomnieniami wracali jak to oni kiedyś byli zakochani w młodości. Dla nich być to piękny widok widząc tak bardzo zakochanych w sobie nastolatków. Cieszyli się szczęściem tych dwóch obcych ludzi.
W pewnym momencie chłopak przystał. Dziewczyna spojrzała na niego zdziwiona, ale również stanęła i czekała za nim coś powie. On zastanawiał się czy, aby na pewno jej to teraz powiedzieć i nie psuć takiego pięknego dnia, ale przecież i tak musiał to dziś powiedzieć. W końcu zebrał wszystkie myśli.
- Alice - westchnął. Złapał dziewczynę za obie dłonie i spojrzał w jej oczy. Ona zrobiła to samo. Patrzyła w jego oczy, które były inne niż jeszcze minutę temu. Wtedy można było zobaczyć radość, a teraz smutek.
- Tak Justin - powiedziała cicho, ale na tyle słyszalnie by on ją usłyszał. Uśmiechnęła się by dodać mu otuchy.
- Wyjeżdżam - szepnął, lecz ona i tak to usłyszała. Zrobiło jej się smutno. Przecież mieli razem spędzić wakacje, a tu chłopak jej życia oznajmia, że wyjeżdża ? Wiedziała, że w końcu będzie musiał jechać w trasę czy coś, miał taką karierę, ale czemu akurat teraz ?
- Kiedy ? - zapytała przytulając się do niego.
- Jutro, na dwa tygodnie - odparł smutno obejmując dziewczynę. Nie chciał jej zostawiać, ale miał taką pracę. Nic nie poradzi w tej sprawie. [...]
Z uśmiechem na twarzy poszli do domu Justina. Pomimo wcześniejszej wiadomości byli w wesołych nastrojach. Postanowili, że dziś nie będą się tym zamartwiać tylko spędzą razem ten dzień w dobrym humorze. [...]
- Myślisz, że starszy mi tyle koszulek ? - zapytał wpychając ubrania do walizki. Dziewczyna zaśmiała się i sama zaczęła składać jego ciuchy by łatwiej było spakować.
- Kochanie, jedziesz tam tylko na czternaście dni - uśmiechnęła się do Justina, który rzucał co raz więcej ubrać na łóżko.
- Tylko ? - spojrzał na nią. Alice kiwnęła twierdząco głową. Podszedł do niej, przewrócił ją delikatnie na łóżko, a sam nachylił się nad nią tak by móc patrzeć na jej błękitne oczy. - Chyba aż - odpowiedział dając akcent na ostatnie słowo - Będzie mi ciebie brakować - szepnął wtulając się nią. Alice jedną rękę wplątała w jego włosy, a drugą jeździła po plecach.
- Mi też będzie ciebie brakować- nic nie odpowiedział
Przez chwilę leżeli w tej samej pozycji dopóki chłopak nie podniósł lekko głowy. Uśmiechnął się co dziewczyna odwzajemniła. Musnął delikatnie jej wargi po czym wpił się w nie.
- Kocham cię - wyspał, gdy się od siebie oderwali. Alice uśmiechnęła się nic nie mówiąc. On nie potrzebował odpowiedzi. Chłopak dobrze wiedział, że ona kocha go równie mocno jak on. Wystarczył tylko jeden mały uśmiech na jej twarzy, a on już wszystko wiedział.
- No Justin. Złaź ze mnie i kończ się pakować - chłopak zaczął buczeć co u dziewczyny wywołało śmiech.
- Jeszcze chwila - wymruczał wtulając się w nią jeszcze mocniej.
- Oj złaź - zepchnęła go z siebie. Stanęła na przeciw niego krzyżując ręce na piersiach. - Justin no ! - krzyknęła robiąc przy tym obrażoną minę.
- Co ? - przeciągnął słodko na co dziewczyna się zaśmiała.
-  Pożałujesz - pogroziła mu palcem uśmiechając się przy tym zadziornie po czym usiadła na nim okrakiem. Chłopak patrzył na nią z zaciekawieniem. - Głupi jesteś - pstryknęła mu palcem w nos na co on się skrzywił.
- Przeproś - udał obrażonego. Alice zaśmiała się cicho i cmoknęła go w nos. - Słabo - uśmiechnął się głupio. Alice dobrze wiedziała o co chodzi Justinowi.
Dziewczyna musnęła jego usta co chłopak odwzajemnił tym samym po czym połączyli się w namiętnym pocałunku. Ona swoje ręce wplątała w jego włosy, a on włożył ręce pod jej koszulkę i palcami smyrał ją po plecach. Atmosfera robiła się coraz bardziej gorąca, a im zaczęło brakować powietrza. Nie chcieli przerywać tego pocałunku, ale musieli.
Oderwali się od siebie czerpiąc zachłannie powietrze. Z wielkimi uśmiechami zeszli z łóżka i wrócili do poprzedniej czynności jaką było pakowanie walizek Justina. [...]
Po spakowaniu walizek chłopaka odwiózł Alice do domu. Mieli się spotkać jutro u jego w domu, aby się pożegnać.
Dziewczyna dała mu buziaka i weszła do domu machając mu na pożegnanie. Uśmiechnął się i pojechał do domu gdzie wziął prysznic i położył się do łóżka.

~~~~~~

Witam już na nowym adresie :)
Podoba Wam się wygląd bloga ? Rozdział ?
Krótki mi wyszedł i strasznie przesłodzony ;/ 

Jak pisałam już na onecie, w poprzednim rozdziale: Jeszcze 4 rozdziały i epilog.
Od założenia bloga, mam pomysł jak go skończę.. niektórzy może się domyślają ? ;>

Chcecie by blog został zakończony czy mam kontynuować ? Piszcie w komentarzach :)
Bardzo cenie Wasze zdanie..

Do następnego ;*
- Kogo informować ? 

sobota, 25 sierpnia 2012

Rozdział 25

"Pozory mylą"

narracja trzecioosobowa
- Powiesz nam gdzie wczoraj byłeś ? - odezwał się po dłużej ciszy pan Bieber. Jedli śniadanie jak zawsze wspólnie, ale tym razem było trochę inaczej. Atmosfera, która panowała była inna niż co ranek. - Zapytałem o coś - powiedział spokojnie Jeremy zwracając się w stronę syna. Ten jednak nie odpowiedział co irytowało mężczyznę. - Masz natychmiast powiedzieć gdzie byłeś ! - podniósł swój ton głosy. Pattie, która do tej pory się nie odzywała przestraszyła się głosu ze strony męża. Wiedziała do czego jest zdolny, gdy jest wkurzony. Kobieta spojrzała w stronę syna, aby odpowiedział ojcu. Nie chciała, żeby wybuchła jakaś kłótnia w domu.
- Nie powinno cię to interesować - odpowiedział spokojny głosem.
- Justin.. - westchnęła jego matka. Nie podobało jej się jak traktował ojca. Przy gościach potrafił być normalny, ale pozory mylą. W domu był inny. Każdy myślał, że między nim, a jego synem jest wyjątkowa więź, ale tak nie było.
- Jak ty się do mnie odzywasz ! - krzyknął Jeremy.
- Tak jak mi się podoba - syknął chłopak po czym wstał. Chciał iść do siebie lecz ojciec złapał go za rękę. - Puść mnie.
- Nie tym tonem moje dziecko ! - w tym momencie usłyszeli dzwonek do drzwi. Pattie wiedział, że żaden z nich nie ma zamiaru się ruszył, ale ona nie chciała ich zostawiać. Musiała jednak otworzyć.
- Otworzę - szepnęła cicho i poszła.
- Bo co mi zrobisz ? - spojrzał na Jerem'iego. Stanął obok niego. Był wściekły, że tak wychował swoje dziecko. Choć można powiedzieć, że bardziej starała się jego żona..
- Nie życzę sobie, abyś odnosił się do mnie takim tonem gówniarzu ! - krzyknął na tyle głośno, że gości jak i Pattie mogły usłyszeć każde słowo.
- Nie będziesz mi rozkazywać ! - krzyknął równie głośno. Mężczyzna miał ochotę go uderzyć, zresztą jak przy każdej kłótni. Justin zauważył w jego oczach tą nienawiść do niego. Nie mógł uwierzyć w to, że ojciec może tak nienawidzić swojego syna. To było chore. - No uderz mnie ! Na co kurwa czekasz ! - z jego oczu popłynęło kilka słonych kropli. Nie chciał płakać z jego powodu, ale to było silniejsze od niego. Był słaby. Mężczyzna wziął zamach chcąc uderzyć go, ale w ostatniej chwili do jadalni weszła Pattie razem z Alice. Dziewczyna była zszokowana tą sytuacją. Otworzyła szeroko usta, ale szybko ją zakryła ręką.
- Jeremy ! - krzyknęła Pattie. W jej oczach można było zauważyć łzy, które z ledwością powstrzymywała. Mąż kobiety podskoczył po czym spojrzał na nią i Alice. Justin również spojrzał w ich stronę. Zamarł widząc swoją dziewczynę. Nie chciał, żeby wiedziała o tym jakie ma relacje z ojcem. Nie chciał się nad sobą użalać, ale nie chciał okłamywać jakiego to ma super ojca. Z drugiej strony cieszył się, że ona słyszała to wszystko, albo część. Bo przecież nikt by nie uwierzył, że jego "cudowny" ojciec nienawidzi swojego syna.
- Boisz się ? - spojrzał na niego po czym ruszył do w stronę schodów.
- Pogadamy wieczorem - krzyknął w jego stronę.
- Alice, przepraszam -Pattie szybko otarła oczy - Możesz iść do Justina - uśmiechnęła się delikatnie co dziewczyna odwzajemniła.
Zapukała delikatnie w drzwi. Nie czekała na "proszę" tylko po prostu weszła. Spojrzała na chłopaka, który siedział na łóżku. Twarz miał zasłoniętą dłońmi. Było jej jego żal. Nie spodziewała się, że pan Jeremy w taki sposób traktuje syna. Nie wiele myśląc przytuliła chłopaka. Odwzajemnił uścisk. Potrzebował miłości. Potrzebował osoby takiej jak Alice. Z każdym dniem cieszył się coraz bardziej, że ją ma. Kochał ją i to było najważniejsze. Dla niej jak i dla niego. [..]
Wieczorem Alice musiała wracać do domu. Justin odprowadził ją pod drzwi. Chciał ją podwieźć, ale się nie zgodziła. Odpuścił, bo wiedział, że i tak z nią nie wygra. Pożegnali się soczystym całusem w usta.
Chłopak chciał jak najszybciej znaleźć się w pokoju i uniknąć nie potrzebnej konserwacji z ojcem. Stał już na drugim stopniu, ale usłyszał wołanie za swoich pleców.
Pewnie Scooter dzwonił - pomyślał. Nie mylił się.
- Justin chodź na chwile - zawołała Pattie. Posłusznie poszedł do matki, która siedziała na krześle w kuchni. - Twój menadżer dzwonił. Za dwa dni masz miesięczną trasę po Ameryce - oznajmiła po czym wyszła z kuchni co chłopaka bardzo zdziwiło.
- Super - syknął pod nosem i poszedł do pokoju gdzie od razu położył się na łóżku.
Tej nocy nie mógł zasnąć. Co chwile myślał o wyjeździe i Alice. Nie mógł jej przecież zostawić. Nie mógł pozwolić by Jeydon zrobił jej jakąkolwiek krzywdę. Wiedział dobrze, że jego wyjazd to najlepszy moment by skrzywdzić jego ukochaną. Nie chciał wyjeżdżać, ale musiał. Nienawidził tego jak nikt nie brał pod uwagę jego zdania na temat wywiadów, koncertów i tego typu rzeczy. Musiał zawsze pod pasować się im. Nie ważne czy miał szkołę, czy musiał iść do lekarza, czy umówił się ze znajomymi. Miał tego dość, ale kochał to co robił i za wszelką cenę nigdy by z tego nie zrezygnował. Za dużo czasu, wysiłku i całego siebie w to włożył. Nie chciał zresztą zawieść fanów. Scooter, z pozory jest miłym i uprzejmym człowiekiem. Pozory mylą. Justin dobrze znał te słowa, a nawet za dobrze. Między innymi Jeydon, ojciec i Scooter. Te osoby zawsze mu się nasuwają. Braun był chamski, szczególnie to Justina. Nigdy nie liczył się z jego zdaniem. Miał to gdzieś co on o tym sądzie. Czy to mu pasuje czy nie zawsze musiał się dostosować do decyzji menadżera. Nie potrafił się mu sprzeciwić. Bał się ? Możliwe. Wiedział, że bez niego nigdy nie osiągnąłby tego co teraz. Piosenkarz musiał się dopasować do decyzji jaką powiedział menadżer. Musi robić wszystko pod jego dyktando. Jest jak marionetka, która wszyscy tylko pociągają za sznurki. 

~~~~~~

Witam Was po długiej nie obecności.
Przepraszam, że tyle u nie pojawił się rozdział, ale brak weny mi to uniemożliwił.
Przepraszam <3

Myślę, że jeszcze z 5 rozdziałów i epilog.
Ciężko mi będzie rozstać się z tą historią, bo jest ona moją 1.
Nie wiem czy warto pisać. Są tu w ogóle jeszcze jacyś czytelnicy ? 
Dziękuje za komentarze pod poprzednią notką ;*

zapraszam na mój 2 blog - first love

Rozdział 24

"Pożałujesz tego"

narracja trzecioosobowa
- Devid, musisz mi pomóc. - westchnął chłopak. Potrzebował pomocy i to bardzo. Justin był za słaby, żeby sam dał radę. Musiał kogoś poprosić. Padło na Devida. Przecież na pewno będzie chciał chronić przyjaciółkę, czyż nie ?
- Mów co się stało. - powiedział pewnie siadając na łóżko. Dobrze wiedział, że przyjaciela coś gnębi od paru dni. Za bardzo go znał, żeby nie miał racji. Tak to właśnie jest z przyjaciółmi. Cokolwiek by się nie stało, ta druga osoba potrafi wyczytać wszystko poprzez zachowanie czy też z wyrazu twarzy.
- Nie ważne. - powiedział spuszczając głowę. Nie potrafił powiedzieć prawdę. Dobrze wiedział, że mu nie uwierzy. Tylko on wiedział jaki jest Jeydon naprawdę. Nikt by nie pomyślał, że jest inny. Można powiedzieć, że Wale jest niezłym aktorem. Mógłby zagrać każdą rolę. Szkoda, że to nie był prawdziwy film w którym brunet wciela się w jakąś postać. - Chroń Alice. Proszę. - szepnął łamiącym głosem. Łzy mimowolnie zaczęły spływać po jego policzkach. Nie potrafił w tamtym momencie spojrzeć na towarzysza. Nie zwracając na nic, wyszedł z domu. Wsiadł do auta i odjechał z posesji Belorów. [..]
Leżał na łóżku rozmyślając o wszystkim. Ciągle w głowie miał słowa Jeydona. Nie mógł od tak zapomnieć. Mógł zlekceważyć jego słowa. Po prostu mogły być to głupie groźby, ale szatyn wziął je na serio. Może słusznie. Musiał coś z tym zrobić. Postanowił zrobić to co zawsze chciał. Musiał pokazać, że jest odważny i nie boi się Wale'a. [..]
Wyszedł z domu nie zwracając na słowa rodziców, którzy mówili, że jest późno na wyjścia. Nie słuchał ich. Spojrzał na wyświetlacz komórki. Dwudziesta druga trzydzieści. Późna pora, ale dla Justina nie miało to znaczenia. Ruszył drogą, którą bardzo dobrze znał. [..]
Po dziesięciu minutach był już pod blokiem Wale. Dobrze wiedział, że pewnie nie będzie go w domu, ale i tak postanowił pójść tam. Można było się domyślić, że baluje gdzieś. Z daleka zauważył go, ale nie tylko. Był ze swoimi przyjaciółmi, o ile można ich tak nazwać. Pili. Nie zdziwił ten widok piosenkarza. Spodziewał się tego, ale cóż. Westchnął i ruszył w jego stronę.
- Witaj alkoholiku. - zaśmiał się szyderczo. Jeydon spojrzał na niego. Nie myślał nigdy, że go tu spotka, a jednak. W sumie to nie chciał by tu przyszedł. Nie lubił się z nim spotykać przy kolegach. Wstał z ławki odkładając butelkę piwa. Wkurzyło go to, że ktoś nazywa go alkoholikiem. Nie lubił tego słowa. Przecież on był tylko uzależniony od procentów, więc czemu jest on od razu alkoholikiem ? Jednak tak jest. Stanął obok szatyna.
- Co ty sobie kurwa myślisz ? Chyba mamy wyjaśnioną sprawę z Alice ?- zapytał. Bieber nie miał zamiaru mu odpowiadać na jego głupie pytania. Gotowało się w nim. Myślał, że go zabije za te słowa. Dla niego sprawa z Alice nie była wyjaśniona i raczej jej nie wyjaśnią, dopóki on nie da mu jak i jego dziewczynie spokoju. Jednak to było nie możliwe. Przecież z dnia na dzień człowiek nie potrafi się zmienić, a szczególnie taki jak Wale. Nierealne. Sam by nic nie zrobił. Potrzebował on pomocy i to bardzo. Szatyn próbował wiele razy przekonać go, aby skończył z tym. Nie udało mu się za żadnym razem. W końcu dał sobie spokój.
Justin spojrzał na niego groźnym spojrzeniem. Popatrzył się na niego przez chwile po czym uderzył go pięścią w twarz. Jeydon kucnął na ziemi łapiąc się za nos. Na szatyna twarzy widniał zwycięski uśmiech. Przyjaciele Wale patrzyli na niego z wielkimi oczami. Nie mogli uwierzyć co się stało. Była to dla niech bardzo dziwna jak i szokująca sytuacja. On nie przejmował się nimi. Kucnął obok bruneta i pociągnął go za bluzę.
- Spróbuj zrobić jakąkolwiek krzywdę Alice lub dotkniesz ją palcem. Obiecuję, że cię zajebię. - syknął po czym rzucił go na ziemię. W tamtym momencie mógł wszystko zrobić by jego ukochana była bezpieczna. Nie mógł pozwolić by coś jej się stało.
- Pożałujesz tego ! - krzyknął Wale. Zacisnął zęby i wstał na nogi. Piosenkarz zrobił to samo. Uderzył go tylko, że mocniej. Nie mógł sobie pozwolić na takie traktowanie wobec gwiazdki i to jeszcze na oczach przyjaciół. To było dla niego największe upokorzenie. Musiał się odwdzięczyć. Szatyn ostatni raz spojrzał na grupkę pijaków i odszedł. [..]
Szedł ulicami Stanford. Pomimo, że nos i warga sprawiały mu ogromny ból nie przejmował się tym. Jego telefon dzwonił jak oszalały. Co chwile czuł wibracje w kieszeni. Wiedział dobrze, że to rodzice. Nie chciał z nimi rozmawiać. Napisał sms, żeby się nie martwili po czym wyłączył urządzenie.
Nie żałował tego jak postąpił z Jeydonem. Tym sposobem pokazał, że zależy mu na Alice i będzie o nią walczyć cokolwiek by się nie stało. [..]
Stanął przed posesją WeCallow. W pokoju jej ukochanej paliło się maleńkie światło, a ona sama siedziała na parapecie. Uśmiechnął się sam do siebie, lecz poczuł ból. Złapał się za bolące miejsce. Krew leciała małym ciurkiem. Otarł to miejsce palcem. Usiadł na krawężniku i zaczął patrzeć w niebo. Po chwili usłyszał zamykające się drzwi. Pierwszą myślą było to, że ktoś wyszedł z domu dziewczyny. Odwrócił się w tamtą stronę. Miał rację. Była to Alice.
- Justin ? - zapytała, chodź dobrze wiedziała, że to on. Chłopak wstał z chodnika. Brunetka podeszła do niego po czym wtuliła się w niego. Jednak nie długo trwali w uścisku, bo dziewczyna odsunęła się od niego. Dopiero teraz się ocknęła się, że coś jest nie tak. Spojrzała na jego twarz po czym objęła ją dłońmi. Widok ją przeraził. Pierwszą myślą jaka jej przyszła to było to, że się z kimś pobił, a tym kimś był Jeydon, bo któż by inny. - Idziemy do mnie. - oznajmiła. Chłopak chciał zaprzeczyć, ale nie chciał z nią dyskutować. W końcu i tak by wygrała.
Weszli razem do domu. Na kanapie w salonie można było zobaczyć tulących się ludzi do siebie, którzy oglądali jakąś komedie. Ciocia i wujek brunetki odwrócili się w ich stronę gdy usłyszeli dźwięk zamykających się drzwi. Byli zdziwieni widokiem. Megan* od razu podbiegła do nich, a Coran* zaraz za nią. Kobietę przeraził wygląd szatyna i od razu postanowiła się za to zabrać. Oczywiście nie obyło się bez panikowania. Mąż jej uspokoił ją zabrał do sypialni mówiąc, że Alice się wszystkim zajmie. Dziewczyna i jej towarzysz poszli do łazienki.
Rozkazała szatynowi usiąść. Wykonał poleceni siadając na rogu wanny. Siedemnastolatka wyciągnęła z szafki apteczkę. Wyciągnęła z niej wodę utlenioną, plastry i waciki. Na wacik wlała trochę wody. Oczyściła dokładnie jego wargę tak, aby nie było żadnego zakażenia. Chłopak nie mógł wytrzymać z bólu. Piekło go niemiłosiernie. Zaklną pod nosem, gdy skończyła. Przykleiła plaster i oznajmiła, że jest gotowe. Podkładała wszystkie rzeczy na miejsce po czym wzięła chusteczkę, którą namoczyła wodą i podała Justinowi. Wytarł delikatnie krew koło nosa.
- Jeydon ci to zrobił. - stwierdziła. Chciała by to było pytanie, ale nie wyszło. Chłopak westchnął. Nie chciał jej mówić to co zrobił, bo pewnie dziewczyna była by wściekła za to. Będzie mu mówić, że mogła mu się większa krzywda stać i tak w kółko. Chciał tego uniknąć, ale nie chciał jej okłamać. To by było nie fair wobec niej. Musiał w końcu wybrać lepszą opcję, ale która ?
- Nie. - spuścił głowę na dół. Nie mógł jej tego powiedzieć co się stało. Przecież mogły by być przez to większe kłopoty, a i tak już sobie je narobił przez tą sytuację. Jednak trzeba walczyć o osoby na których nam zależy. Dla niego to była Alice.
- Nie kłam Justin. - podeszła do niego i kucnęła. - Popatrz na mnie i powiedz prawdę. - spojrzał w jej błękitne oczy. Nie potrafił jej okłamać prosto w oczy. Jednak postanowił to zrobić. Wiedział dobrze, że mu może nie uwierzyć. Że będą przez to konsekwencje, ale musiał.
- Przewróciłem się. - wstał. - Muszę iść. - oznajmił. Nie chciał z nią rozmawiać, bo wiedział, że może dojść do kłótni. Ominął ją wychodząc z łazienki po czym z domu. [..]
Wyciągnął kluczę z kieszeni i delikatnie wkładając klucz w zamek w drzwiach otworzył. Wszedł jak najciszej, aby nie zbudzić rodziców. Jednak oni nie spali. W przedpokoju zrobił się jasno, a obok stali Pattie i Jeremy. Patrzyli na niego groźnym spojrzeniem.
- Gdzie byłeś ? - zapytał ojciec podchodząc do niego i analizując jego twarz. - Biłeś się. - stwierdził. Zmartwił się jak i jego żona. Oboje nie chcieli, aby ich jedyne dziecko było takie jak co drugi nastolatek. Chcieli go chronić przed takimi sytuacjami, lecz nie zawsze może się to udać.
- Upadłem. - szepnął syn. Ominął ich wchodząc na górę schodami. Nie chciał im wszystkiego tłumaczyć, bo by się pewnie zmartwili. Nie chciał, aby się denerwowali jego sprawami.
- Rano porozmawiamy. - powiedział srogo Jeremy wchodząc z żoną na górę.
Justin wszedł do pokoju. Ściągnął z siebie zbędne rzeczy, które rzucił na fotel. Wyciągnął ze spodni telefon i włączył go. Wiele nieodebranych połączeń, sms. Nie chciało mu się tego sprawdzać. Rzucił komórkę na stół po czym położył się do łóżka. Długo nie mógł zasnąć. [..]

~~~~~~

Cześć kochani ;3
Rozdział obiecałam tydzień temu, ale jakoś nie miała weny.
Dziękuje za komentarze ;* Dzięki nim mam ochotę pisać.
Zmieniłam nazwę jak i wystrój bloga. Podoba Wam się ?
Mam do Was prośbę..
Jeżeli macie jakieś pomysły na kolejne rozdziały, piszcie.
Bardzo mi to pomoże w pisaniu.

Jeżeli chodzi o informowanie o nn. to dalej aktualne.
Podajecie swoje gadu, adres twittera czy bloga pod ostatnią notką.

Do następnego skarby <3 (nie wiem kiedy ;c)

Rozdział 23

"Kocham cię"

narracja trzecioosobowa
Słońce nie dawało spać dziewczynie. Otworzyła leniwie oczy delikatnie je pocierając palcami. Nie lubiła, gdy promienie słoneczne świeciły jej prosto w oczy. Pech chciał, że żaluzje nie były zasłonięte. Odwróciła się w drugą stronę i zauważyła swojego śpiącego królewicza. Mimowolnie na jej twarzy pojawił się uśmiech. Chłopak miał delikatnie rozchylone wargi, a jego włosy wyglądały przezabawnie.  Każdy był wygięty w inną stronę. Był on wtulony w jej ciało. Alice chciała iść do łazienki jednak uniemożliwiał jej to Justin. Delikatnie wzięła jego dłonie z jej tali na bok. Nie chciała by się obudził. Po chwili mogła stanęła na podłogę. Rozciągnęła się i poszła do toalety biorąc ze sobą rzeczy. Odświeżyła się biorąc szybki prysznic. Rozczesał włosy szczotką po czym przepłukała jamę ustną. Była zła na siebie, że nie wzięła ze sobą kosmetyków. Jej zdaniem wyglądała strasznie. Tusz, którym były pomalowane rzęsy delikatnie się rozmazał. Westchnęła. Ubrała się we wczorajsze ciuchy, którymi były czarne krótkie spodenki i fioletowa bluzka na ramiączkach. Wyszła z pomieszczenia. Bluzkę w której spała położyła na krześle. Jej chłopak jeszcze słodko spał. Nie miała serca go budzić, ale jednak to zrobiła. Usiadła na jego brzuchu okrakiem nachylając się nad jego twarzą. Myślała, że Justin się zbudzi, ale się myliła. Musiała coś innego wymyślić. Musnęła delikatnie jego wargi. Wiedziała, że od razu wstanie i tak też było. Chłopak otworzył oczy przecierając je opuszkami palców. Uśmiechnął się do niej szeroko.
- Tak to byś mogła zawsze mnie budzić. - chciał ją pocałować, ale dziewczyna odsunęła od niego twarz.
- Chciałbyś. - wytknęła do niego język. Szatyn jeszcze bardziej zapragnął jej ust.
Delikatnie rzucił ją na drugi bok łóżka przytrzymując jej nadgarstki. Patrząc w oczy uśmiechali się do siebie nawzajem. Dziewczyna kochała patrzeć na jego piękne tęczówki. Nie potrafiła tak po prostu oderwać od niego wzroku. Przegryzła dolną wargę. Po chwili piosenkarz złączył ich usta w namiętnym pocałunku. Puścił jej ręce. Dziewczyna jedną rękę położyła na jego karku, a drugą wplątała w jego włosy. Chłopak swoje dłonie położył na jej plecach. Niestety jak to bywa w domu Bieberów zawsze ktoś im musi przerwać i tym razem była to Pattie. Jak zwykle wchodzi do pokoju syna bez pukania. Justin nic se nie robiąc z wizyty matki dalej całował swoją dziewczynę. Jednak, gdy pani Malltte chrząknęła para niechętnie się od siebie oderwała. Na policzkach Alice pojawiły się dwa rumienicę. Zakryła twarz poduszką. Nie chciała by ktokolwiek to widział. Chłopak spojrzał wrogim spojrzeniem na nią matkę. W tamtej chwili mógł ją udusić za to, że przerwała im już kolejny raz z rzędu.
- Zrobiłam śniadanie. - odparła po czym wyszła zamykając drzwiami.
Dziewczyna wybuchła śmiechem. Wiedziała, że teraz jej ukochany będzie wkurzony na matkę i, gdy tylko zejdzie na dół to wybuchnie wojna. Wiedziała również, że wygarnie jej to, że do pokoju się nie wchodzi bez pukania. Alice wzięła kilka wdechów i rzuciła poduszkę gdzieś na bok. Szatyn spojrzał na nią pytającym spojrzeniem, a ona tylko się uśmiechnęła. Oczywiście na twarzy piosenkarz również pojawił się uśmiech. Nie potrafił nie odwzajemnić. [..]
Po skończonym wspólnym śniadaniu Justin postanowił odprowadzić ukochaną do domu. Nie mógł ją puścić samą. Nawet jeżeli jest jasno. Po prostu, gdyby jej się coś stało miałby wyrzuty sumienia.
Dziewczyna pożegnała się z rodzicami chłopaka po czym wyszli razem trzymając się za ręce. W czasie drogi nic nie mówili tylko uśmiechali się do siebie nawzajem. Wszyscy przechodni patrzyli na nich. Ludziom uśmiechy same wkradały się na twarze. Jakby pierwszy raz widzieli tak szczęśliwą parę. Może tak było, ale nikt nie wiedział, że oboje mają problemy. Tak wielkie problemy, że w każdej chwili może się wszystko zepsuć i rozpłynąć jak bańka mydlana. Nie chcieli, żeby cokolwiek zniszczyło ich szczęście, a jednak tak było. Był im Jeydon. Justin bał się go jak nikogo w życiu. Nie chciał, aby on odebrał mu całe jego życie, które tak bardzo kocha. Będzie robić wszystko by Wale nie tknął jego skarba. Zależy mu na niej i nie chcę jej stracić. Chłopak dobrze wiedział jaki jest Jeydon od początku ich przyjaźnij. W sumie to Justin nie potrafił nigdy go nazwać przyjacielem, ale jednak to robił. Nie ufał mu i nie chciał ufać. Można by było zacytować ich przyjaźń, ponieważ piosenkarz od pierwszego ich spotkania wiedział, że będzie chciał spieprzyć mu życie. Jego słowa były prawdą. Już dawno pragnął mu wszystko wygarnąć, ale nie potrafił. Teraz jest inaczej. Chętnie by poszedł teraz do niego i powiedział co o nim naprawdę myśli, a potem oznajmił to wszystko przyjaciołom, którzy myślą, że Wale jest spoko gościem. Pozory jednak mylą. Szatyn chyba jako jedyny wiedział jaki jest naprawdę. W głowie mu tylko alkohol i seks. Nie potrafił on jednak zrozumieć jak seks z pierwszą lepszą dziewczyną, bo tak w jego przypadku można je nazwać, daje radość. Jeszcze po alkoholu. Chodził na imprezy, gdy tylko miał okazję. Justin nie raz mu mówił, żeby z tym skończył, ale on się wypierał. Miał go dość i se odpuścił, ale teraz nie potrafi. Gdy usłyszał od niego słowa "Przelecą twoją laskę tak czy inaczej".. Wielka gula w gardle mu stanęła. Nie potrafił nic powiedzieć. Wyszedł z jego domu ze łzami w oczach. Wtedy wiedział, że musi chronić Alice jak najlepiej.
Po dziesięciu minutach byli pod domem. Chłopak objął dziewczynę w tali i przyciągnął do siebie. Chciał ją pocałować na pożegnanie, ale Alice jak zwykle musiała coś powiedzieć. Czasami go to bawiło.
- Może byś wszedł ze mną ? - zapytała przegryzając delikatnie dolną wargę. Chłopak szeroką się uśmiechnął. Brunetka pociągnęła szatyna za rękę i zadzwoniła dzwonkiem. Drzwi otworzyła im rozpromieniona ciocia. Przytuliła towarzysza chrześniaczki, a ją ucałowała. Weszli do środka. Alice zauważyła wujka za którym bardzo tęskniła. Nie widziała go prawie przez pół roku. Przytuliła go mocno po czym przedstawiła swojego chłopaka. Mężczyzna był uradowany, gdy zobaczył Justina Biebera. Zawsze chciał go zobaczyć. Można by było powiedzieć, że był on jego fanem, a to tylko dlatego, że podziwia go takim jakim był i jest.
Para poszła na górę do pokoju dziewczyny. Justin od razu położył się na łóżko. Alice tylko zaśmiała się i usiadła na fotelu, który znajdował się w rogu pokoju. Piosenkarz nie mógł zrozumieć dlaczego nie usiadła obok niego tylko sto kilometrów dalej. Nie lubił, gdy nie było jej przy nim. Zawsze chciałby mieć ją obok i móc patrzeć na nią wieki. Wstał z łóżka i podszedł do niej. Nachylił się nad nią opierając rękoma na bokach zapytał;
- Czemu nie usiadłaś obok ?
- Bo dlatego. - wytknęła mu język po czym odepchnęła go od siebie i pobiegła do okna. Zaśmiała się przesłodko. Szatyn odwrócił się w jej stronę zakładając ręce na torsie. Spojrzał na nią z rozbawionym wzrokiem. Dziewczyna usiadła na łóżko. Chłopak stanął naprzeciw niej po czym popchnął ją na łóżko i zaczął łaskotać. Nie lubiła tego. Zawsze ją to rozbawiało. Śmiała się na całe gardło.
- Proszę, puść mnie ! - krzyczała. Wysłuchał jej prośby i puścił ukochaną. Popatrzył w jej oczy i zapytał;
- Co będę z tego miał ?
- Wszystko, ale zejdź ze mnie. - posłusznie zszedł z niej, a ona szybko czmychnęła do łazienki zamykając się na klucz. Chłopak nie był zadowolony z tego co zrobiła, a wręcz przeciwnie. Pozwolił jej tak po prostu uciec. Westchnął i stanął obok drzwi. Zapukał dwa razy i powiedział;
- Pożałujesz kotek. - uśmiechnął się pod nosem po czym opadł na fotel na którym wcześniej siedziała Alice. Odchylił głowę do tyłu i zamknął oczy. Ręce założył sobie nad głową. Zaczął rozmyślać tym razem o Ryanie. Był ciekawy co u niego słychać. Dawno nie gadali ze sobą. Wie tylko tyle, że powinien przylecieć za jakieś sześć dni. Modlił się w duchu, aby było z nim wszystko w porządku. Bał się tego, że jak wróci znowu zacznie brać. Chciał odgonić tą myśl, ale nie udawało się mu. I tym razem musiał go pilnować by nic mu nie strzeliło do głowy.Wiedział, że może mu się nie udać pilnować dwie ważne osoby w jego życiu, ale musiał. Ryan był dla niego jak brat. Zresztą Chris i Devid również. To tej trójce przyjaciół ufał najbardziej i kochał jak rodzinę. Zrobiłby dla nic wszystko, lecz czy to możliwe ? Tak, bo dla Justina wszystko było możliwe. Nie mógł pozwolić by jego bliskim stała się krzywda..
Dziewczyna wyszła z łazienki cicho zamykając za sobą drzwi. Podeszła do chłopaka i od razu się uśmiechała. Jego widok przyprawiał na jej twarzy uśmiech. Usiadła na nim okrakiem po czym wtuliła się w jego ciało. Kąciki ust chłopaka podniosły się ku górze, gdy poczuł jak jego skarb się przytula do niego. Położył swoje dłonie na jej plecach i zaczął nimi jeździć z góry na dół.
- Kocham cię Ali. - pocałował dziewczynę w głowę. Odwróciła głowę tak, aby mogła spojrzeć w jego oczy. Rękoma złapała jego twarz po czym szepnęła.
-Ja też cię kocham Jus. - uśmiechnął się do niej, a brunetka wpiła się w jego usta zachłannie. Był on zaskoczony jej zachowaniem, ale podobało mu się to. Odwzajemnił. Pocałunek stawał się coraz bardziej namiętny, ale oni nie mieli zamiar tego przerywać. Nie mieli zamiaru także współżyć ze sobą. Nie byli na to gotowi. Za wcześnie. Zresztą nie zależało im na tym. Najważniejsze było dla nich to, że czują do siebie to samo. Dla nich liczyła się miłość. Kochali siebie nawzajem i nie chcieli, aby cokolwiek lub ktokolwiek im to zepsuł. Wiedzieli jednak, że tak może się zdarzyć. Mieli oni jednak nadzieję, że przezwyciężą wszystko.
Po chwili usłyszeli pukanie. Niechętnie się oderwali. Ich oddechy były przyspieszone. Dziewczyna nabrała kilka wdechów i wypuściła kilka wydechów po czym powiedziała ciche "proszę". Chrzestna Alice weszła do pokoju. Spojrzała na nich z uśmiechem. Justin zrobił się cały czerwony. W tamtym momencie nie miał jak się zakryć. Zrobiło mu się głupio. Kobieta zauważyła to i postanowiła tylko powiedzieć to co miała i wyjść. Tak też zrobiła.
- Wychodzę z wujkiem. Wrócimy wieczorem. Bądźcie grzeczni. - wyszła z pokoju zostawiając ich samych. Alice wyszczerzała się do chłopaka po czym wybuchła śmiechem. Zignorował ją.
- Haha. Bardzo śmieszne. - oburzył się. Odwrócił twarz do ściany i zaczął jej się przyglądać.
- No nie obrażaj się mój królewiczu. - po raz kolejny się zaśmiała. Spojrzał on na nią rozbawionym spojrzeniem. Brunetka musnęła jego usta i wstała z jego kolan. - Obejrzymy jakiś film ? - chłopak pokiwał twierdząco głową. Zaczęli oni przeglądać wszystkie filmy i po kilku minutach wybrali jakiś horror. Niebieskooka włożyła płytę do odtwarzacza dvd. Wzięła chłopaka za rękę i wyszli z pokoju.
- Gdzie idziemy ? - zapytał, gdy chodzili schodami w dół.
- Po picie. Zaschło mi w gardle.
- Trzeba było tak zachłannie mnie nie całować. - zaśmiał się zwycięsko. Wiedział dobrze, że trafił w dobry punkt, aby wkurzyć dziewczynę. Uwielbiał, gdy ona udawała obrażoną.
- Ja ? - spojrzała na niego. - Sprowokowałeś mnie ! - krzyknęła, gdy byli już w kuchni.
- Wiem, że jestem taki pociągający. - ostanie słowo powiedział najseksowniej jak umiał. Wiedział, że znów ją sprowokował. Alice od razu zrobiło się gorąco. Usiadła na krześle i zakryła twarz w dłoniach. Nie mogła na niego spojrzeć, bo by się od razu na niego rzuciła.
- Znowu to robisz. - powiedziała groźnie. Justin usiadł na przeciw i przyglądał jej się z uśmiechem.
- Ale co ? - zapytał jakby nie wiedział o czym mówi. Brunetka spojrzała na niego po czym wstała i usiadła na nim. Zaczęła go brutalnie całować. Nie potrafiła od tak tego nie zrobić. Szatyn działał na nią jak na narkotyki. Uzależniła się od niego, ale i też na odwrót, bo on również się uzależnił. Dziewczyna ściągnę chłopakowi bluzę, którą miał na sobie cały czas. Dziwiła się mu czy przypadkiem nie jest mu gorąco. Rzuciła nią na stół.
- Wkurzasz mnie. - wyszeptała między pocałunkami. Justin tylko się uśmiechnął. Zaczęli bawić się swoimi językami nawzajem. Dziewczynę rozbawiało, gdy robił on kółeczka. Trochę ją to łaskotało, ale nie przestawała całować.
- Dobra koniec. - zaśmiał się piosenkarz i z wielką nie chęcią oderwał się od partnerki. Alice zrobiła grymas i zeszła z niego. Wyciągnęła dwie szklanki, sok i jakieś żelki. Rozkazała wziąć Justinowi szklanki. Wziął on posłusznie naczynia i swoją bluzę. Razem poszli na górę.
Brunetka nalała ciecz o jabłkowym smaku do szklanek. Zawartość wypiła jednym duszkiem. Oczywiście towarzysz musiał się zaśmiać. On sam wziął łyka i odstawił naczynie po czym położył się na łóżku biorąc pilot. Dziewczyna wzięła opakowanie żelek. Otwierając je usiadła w siadzie skrzyżnym na swoim legowisku. Film się zaczął. Na początku jak prawie każdy film był nudny. Nie bardzo zwracała uwagę na ekran, lecz na szatyna, który z wielką uwagą przyglądał się każdej scenie. Wiedziała, gdy zacznie oglądać w połowie filmu to nie zrozumie pewnie treści. Zawsze tak miała, ale nie przejmowała się tym. Wzięła ona telefon i napisała sms do Destiny. Pisały one duży czas, gdyż kiedy spojrzała na zegarek była dwudziesta trzecia. Nawet nie zauważyła kiedy zasnął jej chłopak. Uśmiechnęła się pod nosem. Wyłączyła telewizor po czym obudziła chłopaka. Nie chciała tego robić, ale musiała. Justin chciał wracać do domu, ale Alice mu nie pozwoliła. Oczywiście miała swój argument, a był nim "nie będziesz się szlajał o tej porze". Szatyn westchnął. Nie chciało mu się z nią dyskutować. Ściągnął spodnie po czym położył się wygodnie pod kołdrą. Brunetka podążyła jego śladami. Wtuleni w siebie zasnęli.

~~~~~
specjalnie dla Was kochani postarałam się napisać ten rozdział. 
dedyk dla; Devillon, LOve Music, BlackRose, Amelia. 
dziękuje Wam za komentarze ;* 
mam nadzieję, że spodoba się notka, bo mi się szczerzepodoba i uważam go za najlepszy.
do następnego skarby <3 (?.04)

Rozdział 22

"Cholernie mi na tobie zależy"

oczami Alice
- Dzień dobry ciociu. - pocałowałam kobietę w policzek po czym usiadłam na krześle w kuchni. Na stole czekało na mnie śniadanie i herbata.
- Hej Alice. Masz może jakieś dziś plany ? - zapytała siadając na przeciw mnie. Sama też zaczęła jeść kanapki, które przygotowała. Chwile się zastanowiłam nad tym pytaniem. W sumie to aż takich nie mam, oprócz tego, że miałam się spotkać z przyjaciółmi. Ale tak w sumie to przecież mogę to odwołać.
- Raczej, a co ? - spytałam popijając ciepłą ciecz. Niestety zapomniałam posłodzić, a ja nie cierpię gorzkiej herbaty. Wzięłam cukierniczkę i wsypałam kilka łyżeczek.
- Nie będzie mnie w domu. - uśmiechnęła się.
- Wychodzisz ? - to było chyba stwierdzenie tego co wcześniej powiedziała, ale mi chodziło o to gdzie idzie. Jestem ciekawska, cóż.
- Idę z twoim wujkiem na kolację. Chciałam się spytać czy nie chcesz iść z nami. - czy ja wiem czy chcę. Chyba lepiej by było, żeby poszli sami.
- Nie. Idźcie. Poradzę sobie. Zresztą Umówiłam się z przyjaciółmi. - chciałam się jakoś zręcznie wymigać. Nie chciałam im przeszkadzać. Sama dobrze wiem, że wujek i ciocia nie spędzają za dużo czasu razem. A to wujek wyjeżdża służbowo, albo ma nocki, albo ciocia musi jechać do sowiej mamy. Czasami też siedzi do rana, żeby napisać jakieś dokumenty. Krótko mówiąc to nie mają dla siebie czasu. Szkoda mi ich. Niech spędzą ten dzień sami.
- Dobrze. Ale gdyby cokolwiek się stało.. - przerwałam jej.
- Zadzwonię. Nie musisz się o mnie martwić. - uśmiechnęłam się dając jej znak, że dam sobie radę.
Dokończyłam posiłek i poszłam do pokoju. Pierwsze co to zobaczyłam na ekran telefonu. "1 nowa wiadomość". Odczytałam sms'a, który był od Destiny. Oczywiście w treści było pytanie czy wychodzimy na dwór. Odpisałam jej, że tak. Dziewczyna napisała, że będzie u mnie za dwie godziny. Spojrzałam na zegarek. Była czternasta. Mam jeszcze od cholery czasu.
Włączyłam komputer. Po jego włączeniu sprawdziłam facebook'a i twitter'a. Nic ciekawego nie było więc wyłączyłam laptopa. Postanowiłam zejść na dół obejrzeć telewizję. Biorąc ze sobą telefon poszłam do salonu. Usiadłam wygodnie na sofie rzucając komórkę obok. Jednak musiałam wstać, bo pilot leżał przy telewizorze. Przeklęłam pod nosem i wstałam. Wzięłam pilot i ponownie usiadłam na kanapę. Włączyłam urządzenie. Zaczęłam przełączać na każdy możliwi kanał. Jak zwykle nic nie było. Co za pech. Odstawiłam pilot na stolik wyłączając telewizor. Wzięłam do ręki mój kochany telefonik i puściłam jakąś piosnkę. Okazało się być ją "stronger" Kelly Clarkson. Na początku cicho nuciłam refren, ale gdy usłyszałam refren zaczęłam śpiewać. Po chwili zauważyłam ciocię, która śmiała się. Zapewne ze mnie. Uśmiechnęłam się do niej po czym wróciłam do śpiewania. Kobieta poszła do łazienki. Można było usłyszeć również jej śpiew. [..]
- Ciociu ! - zawołałam. Była już prawie szesnastej, a przyjaciółki stały już przed domem czekając na mnie.
- Tak ? - zapytała schodząc ze schodów i poprawiając włosy. Kobieta miała na sobie granatową sukienkę za kolana, czarną marynarkę i tego samego koloru szpilki.
- Ładnie wyglądasz. - uśmiechnęłam się. - Wychodzę.
- Spoko. Ja prawdopodobnie wrócę z wujkiem na noc. - chciała coś jeszcze powiedzieć, ale jej nie pozwoliłam. Pewnie chodziło jej o to czy przypadkiem nie będzie przeszkadzać, a ja miałam lepszy pomysł.
- Okej. Jak nie będę wam przeszkadzać.  - już chciałam wychodzić, ale ciocia pociągnęła mnie za rękę. - Zanocuje u koleżanki. - wtedy mi się przypomniało, że wczoraj mój chłopak prosił mnie, abym u niego zanocowała. Nie byłam do końca przekonana, ale jeżeli ciocia chciała spędzić czas z mężem to czemu by nie skorzystać z propozycji Justina ? - Nic mi nie będzie. Zadzwonię rano. Pa. Miłej zabawy. - pocałowałam ją w policzek na co kobieta się delikatnie uśmiechnęłam.
Przywitałam się z przyjaciółkami po czym ruszyłyśmy w stronę parku. Przez całą drogę plotkowałyśmy.
Do parku doszłyśmy w ciągu piętnastu minut. Z daleka zauważyłam przyjaciół, którzy śmiali się na całe gardła. Ciekawe co ich tak bawi. Podeszłyśmy do nich, a oni od razu ucichli.
- Cześć skarbie. - uśmiechnął się do mnie Justin po czym wstał z ławki i pocałował mnie delikatnie w usta.
- O co tu chodzi ? - zapytała niepewnie Destiny.
- Chyba nie chcemy wiedzieć. - powiedziała Jessica z małym grymasem. W sumie to nawet się z nią zgadzam, bo nie chcę wiedzieć o czym oni gadali.
Wszyscy usiedliśmy na ławkach i zaczęliśmy rozmawiać o wszystkich. Co chwile któryś z chłopaków mówili jakieś głupio przezabawne żarty. Połowa z nich była nie do zrozumienia, ale cóż. Tacy to oni są.
- Sory, ale jest już późno i pewnie moja stara będzie się czepiać. - rozżalił się Mike.
- To ja pójdę z tobą. - oznajmił Chaz.
Pożegnaliśmy się z nimi jak i z dziewczynami, które też musiały iść. Zostałam tylko ja oraz Justin, Devid, Chris i Jeydon. Nie wiem czemu, ale Wale cały czas gapił się na Justina dziwnym wzrokiem. Jakby chciał mu coś zrobić. A Justin co jakiś czas na niego zerkał. To było dość dziwne. Chciałam iść do domu, ale przypomniało mi się, że miałam nocować "u koleżanki". Zaczęłam myśleć jakby tu stąd iść. Miałam tylko jeden pomysł. Złapałam się za głowę i zrobiłam lekki grymas na twarzy. Justin to zauważył i do razu spytał się co się stało.
- Głowa mnie boli. - odparłam. Chłopak nie zastanawiając się pożegnał się z przyjaciółmi oprócz Jeydona. Chyba będę musiała się dowiedzieć o co chodzi. Ja powiedziałam tylko do nich "cześć". Justin złapał moją dłoń i ruszyliśmy w stronę wyjścia z parku.
- Gadałaś z ciocią ? - uśmiechnął się w moją stronę.
- Powiedziałam, że będę nocować u koleżanki. - odwzajemniłam.
- Uwierzyła ? - zapytał. Pokiwałam głową twierdząco. [..]
Po dwudziestu minutach byliśmy w rezydencji Biebera. Gdy tylko przekroczyliśmy próg mama chłopaka rzuciła się na mnie tuląc mnie. Byłam trochę skrępowana. Na szczęście Justin mi pomógł.
- Mamo, mogłabyś puścić Alice. - kobieta przeprosiła, a ja tylko się uśmiechnęłam. Przywitałam się z ojcem szatyna po czym poszliśmy na górę, do jego pokoju.
Usiadłam na łóżku. Chciałam się zapytać co się stało z Jeydonem, ale najpierw musiałam jakoś złagodzić to. Wtedy przypomniał mi się Ryan o, którym dawno nie wspominałam.
- Jak tam z Ryanem ? - zapytałam.
- Wszystko okej. Wyjechał z dziadkami do Niemiec. - podszedł do mnie uśmiechając się. Chciał mnie pocałować, ale ja zadałam kolejne pytanie.
- O co chodzi z Jeyodnem ? - twarz chłopaka od razu posmutniała. Odsunął się ode mnie i podszedł do okna.
- Nic. - podeszłam do niego.
- Justin spójrz na mnie i powiedz prawdę. - rozkazałam. Chłopak odwrócił się w moją stronę.
- Nie mogę ci powiedzieć. - westchnął po czym spojrzał w jakiś punkt za oknem.
- Dlaczego ? - zapytałam z wyrzutem. Po prostu nie rozumiałam czemu nie chce mi powiedzieć. Myślałam, że mówimy wszystko sobie, ale jednak się myliłam. - Okej. Nie chcesz mówić to nie. - już chciałam wyjść z pokoju, ale zatrzymałam się tuż przy drzwiach, gdy usłyszałam jego głos.
- Bo cholernie mi na tobie zależy ! - krzyknął. Nie miałam pojęcia jaki to ma sens z Jeydonem. Przecież nasz związek i Wale to zupełnie dwa inne tematy.
- To nie ma sensu. - odwróciłam się w jego stronę.
- Ma sens. - szepnął. - Nie rozumiesz o co chodzi ? - zapytał. Kiwnęłam głową przecząco. Chłopak westchnął ciężko. - Odkąd zacząłem przyjaźnić się z nim, poznałem go prawdziwego. Traktuje dziewczyny jak zabawki. - przerwał. Dalej nie rozumiałam. Po co on mi o tym mówi ? Powtórzę po raz kolejny, że to nie ma sensu. - On uważa cię za kolejną ładną dupę, którą przeleci, a potem zostawi. - z jego oczów popłynęły łzy. Teraz wszystko zrozumiałam. Czy było mi głupio ? Tak i to jak.
narracja trzecioosobowa
Dziewczyna podeszła do chłopaka i wtuliła się w niego. Było jej głupio, że tak na niego naciskała. Bo swoją drogą to tak było. Jednak szatyn nie miał jej tego za złe, bo niby skąd miała to wiedzieć ?
Przytulił mocniej swoją dziewczyna. Chciał, aby świat się zatrzymał i aby ta chwila trwała wietrznie. Tak samo myślała Alice. Przy nim czuła się bezpiecznie i wyjątkowo. Uwielbia być w jego ramionach, czuć jego zapach i te motylki, które były za każdym razem, gdy ją dotknął. Nie miało to znaczenia czy to było trzymanie za rękę czy przytulenie. Zawsze to czuła.
Po chwili do pokoju weszła Pattie, która usłyszała krzyki. Zmartwiła się. Jednak, gdy zobaczyła ich wtulonych do siebie uśmiechnęła się sama do siebie i wyszła z pomieszczenia.
Para oderwała się od siebie uśmiechając się. Byli zmęczeni dzisiejszym dniem. Wszystkimi emocjami jakie były. Postanowili położyć się do łóżka. Tak też zrobili. Dziewczyna nie miała żadnych rzeczy przy sobie. Chłopak dał jej swoją koszulkę w ulubionym kolorze. Bluzka była dość luźna więc brunetka postanowiła spać tylko w tym. Weszła do łazienki gdzie przeprała się w t-shirt i przepłukała zęby płynem miętowym. Wyszła z pomieszczenia odkładając wcześniejsze ubrane rzeczy na krzesło. Justin był już gotowy do snu. Leżał już w łóżku pod ciepłą kołdrą. Uśmiechnął się do dziewczyny, a ona odwzajemniła. Położyła się obok chłopaka. Szatyn przytulił się do jej pleców.
- Dobranoc Ali. - szepnął jej do ucha po czym musnął jej usta.
- Dobranoc Justin. - z uśmiechem na twarzy zasnęli. 

~~~~~~

no i mamy 22 rozdział. wreszcie go napisałam.
miałam również wielkie problemy z onetem, ale się udało.
widzę, że coraz mniej jest czytelników, szkoda.
może i jest ponad 3tys. odwiedzających, ale pod
ostatnim rozdziałem były 2 komentarze.
chciałabym poznać waszą opinię na temat notki.
jeżeli ktoś przeczytał ten rozdział niech napiszę komentarz z napisem
"przeczytałam/em". chociaż tyle. chcę zobaczyć ilu was jest.
mam nadzieję, że będzie was więcej niż 2.

do następnego ;* (20.04)
jeżeli chcecie być powiadamiani piszcie w komach.

Rozdział 21

"Zostanę twoją dziewczyną"

oczami Alice
Obudziłam się dość wcześnie, bo była dopiero siódma. Wstałam po cichu z łóżka. Nie chciałam budzić dziewczyn. Kucnęłam przed walizką i zacząłem szukać jakiś zestaw na dziś. Wybrałam kremową spódniczkę, białą bluzkę bez ramiączek i czarną kamizelkę. Do tego wzięłam czarne trampki. Wyciągnęłam jeszcze dwie kosmetyczki i biorąc ze sobą rzeczy poszłam do łazienki. Wzięłam prysznic, umyłam włosy i wyszczotkowałam zęby. Po kąpieli wytarłam ciało kaszmirowym ręcznikiem. Włączyłam suszarkę, którą wysuszyłam włosy, a potem je rozczesałam. Urządzenie schowałam do szuflady gdzie wcześniej leżała. Ręcznik powiesiłam na jednym z haczyków, które były przymocowane do ściany. Ubrałam wcześniej naszykowane rzeczy i zrobiłam makijaż, a włosy spięłam w niedbałego koka. Gdy byłam już gotowa schowałam do szafki obok umywalki kosmetyczki. Wyszłam z toalety biorąc pidżamę, którą od razu rzuciłam na walizkę. Przyjaciółki już nie spały. [...] Gdy dziewczyny były gotowe zeszłyśmy razem na śniadanie. [...]
- Alice, chciałbym z tobą pozmawiać. - usłyszałam głos Justina.
- Mów. - uśmiechnęłam się delikatnie w jego stronę.
- Ale nie teraz. Moglibyśmy wieczorem ? - trochę się zaczęłam bać tej rozmowy.
- Jasne. - odpowiedziałam krótko.
- Przyjdę po ciebie o dwudziestej drugiej. - cmoknął mnie w policzek i poszedł w stronę chłopaków. [...]
Nie jestem przekonana co do tej rozmowy z Justinem. Trochę się boję. Bo co jeśli powie, że ma mnie dość czy coś takiego. Źle robię myśląc o najczarniejszych scenariuszach, ale o czym tu myśleć jak chłopak przyjdzie za godzinę ? No właśnie, za godzinę, a ja nawet gotowa nie jestem.
Ubrałam białą bluzkę bez ramiączek i spódniczkę w kwiaty. Na nogi włożyłam trampki, które miałam rano. Do zestawu wybrałam jeszcze dwa długie naszyjniki i jakieś bransoletki. Makijaż lekko poprawiłam po czym rozczesałam włosy i je rozpuściłam. Spięłam tylko grzywkę. [...]
- Idziemy ? - kiwnęłam twierdząco głową. [...]
Przez dwadzieścia minut chodzimy plażą. Nikt się przez ten czas nie odezwał. Trochę się dziwiłam, bo przecież chciał on ze mną porozmawiać. Dłużej tak nie mogłam. Postanowiłam przerwać tą ciszę.
- O czym chciałeś porozmawiać ? - stanęłam i zaczęłam przyglądać się wodzie. Była piękna.
- O nas. - powiedział nieśmiało patrząc się w piasek.
- O nas ? - zapytałam odwracając się w jego stronę .
- Tak. Bo Alice. - spojrzał na mnie. - Mi na tobie zależy i. - przerwał. Chłopak podszedł do mnie tak, że mogłam poczuć jego oddech. - Powinienem już dawno to zrobić. Głupio się pewnie czułaś w takiej sytuacji w jakiej jesteśmy. Alice. - spojrzał w moje oczy. Zrobiłam to samo. - Czy.. - i po raz drugi się zawiesił. Wiedziałam dobrze o co chciał zapytać. Można się domyślić. Nie wiem czym on się tak denerwował. Przecież moja odpowiedź jest oczywista.
- Tak Justin. - uśmiechnęłam się. Szatyn spojrzał na mnie jak na idiotkę czy coś.
- Słucham. - powiedział zmieszany.
- Zostanę twoją dziewczyną. - wyszczerzałam się jak głupia na co chłopak cicho się zaśmiał po czym mocno mnie przytulił. Szatyn musnął delikatnie moje usta. Po chwili nasz pocałunek był bardziej namiętny. W zwykły pocałunek zamienił się w coś więcej. Oderwałam się od niego, gdy zabrakło mi tchu. Spojrzeliśmy sobie w oczy z uśmiechem. Szczęśliwi wróciliśmy do hotelu. [...]
- Co dziś roobimmyyy !? - wykrzyczał Chris po raz chyba setny.
- Idziemy na plaże ? - zaproponowała Destiny. Wszyscy się zgodziliśmy, bo nie chciało nam się słuchać jęczenia Chrisa. Każdy poszedł do swoich pokoi. (Wcześniej byliśmy na śniadaniu). Wyciągnęłam z torby czarny strój kąpielowy, krótkie czarne spodenki i białą zwiewną bluzkę na ramiączkach. Przebrałam się w naszykowane ciuchy. Włosy spięłam w koka. Wzięłam fioletową większą torebkę i spakowałam najpotrzebniejsze rzeczy. Razem z dziewczynami, które były gotowe zeszłyśmy na dół. [...]
- To jak ? - uśmiechnął się po raz kolejny.
- Nie. - odmówiłam. Byłam uparta. Nie chciałam iść do wody. Nie lubię za bardzo, a zresztą pewnie jest zimna. Ale oczywiście Justin cały czas zaprzecza.
- Koochaaniiee. - przeciągnął słodko.
- Skarbie. - uśmiechnęłam się słodko przegryzając dolną wargę. Chłopak cmokną mnie w kącik ust.
- Chodź. - pociągnął mnie za rękę. Uległam mu, bo po co miałam się wyrywać. Po kilku sekundach poczułam wodę, która w sumie nie była aż tak zimna. Weszliśmy trochę dalej gdzie woda dosięgała mi do pasa. Justin się zatrzymał.
- Aż tak źle ? - objął mnie w pasie i pociągnął do siebie. Uśmiechnęłam się do niego co odwzajemnił, a potem pocałował. [...]
~~~~~~

jestem zła na siebie, bo rozdział miał się pojawić tydzień temu.
nie wyszło, bo nie miałam weny na końcówkę rozdziału. brakuje weny.
przepraszam, że na "firstlove" również nie ma rozdziału, ale jak pisałam;
BRAKUJE WENY
szukam jakieś inspiracji, ale nici. jedynie wasze komentarze mi pomagają.
dziękuje za nie ;* kocham was <3

Rozdział 20

"Los Angeles"

oczami Alice 
- Dzień dobry księżniczko. - uśmiechnęła się promiennie mama. - Zjesz coś ?
- Cześć. - pocałowałam ją w policzek i usiadłam przy stole w kuchni. - Chętnie. - uśmiechnęłam się w jej stronę.
Moja rodzicielka zaczęła robić śniadanie dla mnie, a ja w tym czasie postanowiłam napisać do przyjaciółek by umówić się z nimi na zakupy. Jutro już wyjeżdżamy, a parę nowych ciuchów się przyda. Napisałam do dziewczyn sms;
"O 16 przy galerii. Idziemy na zakupy ;*"
Odpowiedzieć dostałam od razu. Obie się zgodziły. Po chwili dostałam śniadanie.
- Jest tata ? - zapytałam się w trakcie spożywania posiłku.
- Poszedł załatwić wycieczkę, a co ?
- Nic. Kiedy jedziecie ?
- W czwartek. Jakby co to jak wrócisz to ciocia będzie. - uśmiechnęła się.
- Okej. - westchnęłam po czym wróciłam do jedzenia. Po chwili znowu zapytałam się mamy. - Mamo, bo jest sprawa. - wyszczerzałam się do rodzicielki na co ona się tylko zaśmiała. - Idę dziś z przyjaciółkami do sklepu.
- Ile potrzebujesz ? - wyszła z kuchni po czym wróciła ze swoją beżową torebką.
- Nie wiem. - kobieta wyciągnęła pieniądze z portfela i położyła je na stół.
- Wystarczy ?
- Dziękuje. - pocałowałam ją w polik i poszłam do swojego pokoju biorąc pieniądze.
Do spotkania z dziewczynami zostały mi dwie godziny. Postanowiłam, że się przepiorę. Wybrałam czarne krótkie spodenki, białą, szeroką bluzkę na średnich ramiączkach z różowym nadrukiem oraz czarne conversy. Wybrałam do tego czarną, małą torebkę do której włożyłam portfel, komórkę, chusteczki, błyszczyk i klucze. Na ręce włożyłam kilka kolorowych bransoletek. Spięłam włosy w niesfornego koka po czym zrobiłam makijaż. Gotowa przejrzałam się w lustrze i zeszłam na dół biorąc torebkę.
- Wychodzę ! - krzyknęłam do rodziców, którzy siedzieli przy stole w salonie.
- Nie zjesz z nami ? - zapytał się ojciec.
- Nie jestem głodna.
- Nie wróć za późno ! - zaśmiała się mama.
- Jasne. Pa. - wyszłam z domu zamykając za sobą drzwi.
Postanowiłam, że przejdę się do galerii, ponieważ miałam jeszcze pół godziny. Ruszyłam w stronę miasta.
Z daleka zauważyłam przyjaciółki, które o czymś rozmawiały. Podeszłam do nich z uśmiechem na twarzy. Przywitałam się z nimi i razem poszłyśmy na zakupy.
*
Do dom wróciłam około dwudziestej. Byłam wykończona. Czuje się jakbym na piechotę przeszła cały świat. Najlepiej to bym się teraz położyła spać, lecz muszę się spakować na wyjazd. Teraz żałuje, że nie zrobiłam tego rano. Wyciągnęłam z garderoby jedną walizkę i małą torbę, która miała mi posłużyć jako bagaż podręczny.
Po niecałej godzinie byłam spakowana. Walizki zostawiłam tak jak leżały, czyli na środku pokoju. Rano będę musiała schować jeszcze kosmetyki itp. Zmęczona położyłam się do łóżka. Zasnęłam w minutę.
*
- Tato, mógłbyś mi pomóc ?
- Jasne. Już idę. - razem poszliśmy do mojego pokoju. Ojciec wziął walizkę, która była ciężka żebym ja ją zniosła na dół. Wzięłam torbę i poszłam do salonu. Odłożyłam bagaż i ruszyłam do kuchni gdzie czekało na mnie śniadanie. Zjadłam posiłek po czym poszłam do łazienki umyć zęby. Spojrzałam na zegarek w telefonie, który wskazywał za dziesięć dziesiątą.
- Kochanie, zbieramy się.
Po dwudziestu minutach byliśmy na lotnisku. Przed ogromnym budynkiem stali już przyjaciele razem z rodziną. Razem z rodzicami poszliśmy do nich. Przywitałam się ze wszystkimi. Oczywiście pani Pattie mnie przytuliła. Pożegnałam się z mamą jak i tatą. Nie obyło się bez kazań typu, żebym nic nie nabroiła itp. Po chwili razem z Kennym, ochroniarz Justina, który oczywiście musiał lecieć z nami, weszliśmy do budynku..
- Proszę zapiąć pasy. Za chwilę będziemy lądować. - wreszcie stewardesa powiedziała te słowa.
Po chwili samolot już był na ziemi. Szczęśliwa, że ta podróż wreszcie się skończyła wyszłam z samolotu jako pierwsza, zaraz za mną szedł Kenny i reszta.
Po czterdziestu minutach siedzieliśmy już w samochodzie, który Hamilton wypożyczył. Do hotelu dojechaliśmy w ciągu dwudziestu minut. Budynek znajdował się obok plaży, a może i nawet na plaży. Wszędzie dookoła było pełno palm. Niedaleko było molo na którym znajdowało się kilku przechodni. Na plaży jak i w wodzie było wielu ludzi. Już wiedziałam, że jak zobaczą Biebera to będzie masakra. Kenny szedł przodem, a zaraz za nim Justin. Musieliśmy jakoś okrążyć szatyna, bo nie chcieliśmy, żeby zaraz wszystkie fanki się zebrały wokół nas.
- To moje łóżko ! - rzuciła się na materac Destiny. Zaraz potem spadła z niego z wielkim hukiem. Razem z Jessicą zaczęłyśmy się z niej śmiać. Po chwili Dest dołączyła do nas.
- To ja idę do łazienki. - Jes położyła walizeczki i poszła do wcześniej wspomnianego pomieszczenia. Blondynka zaczęła układać swoje ciuchy do szafy.
Wyciągnęłam z torebki okulary przeciwsłoneczne, które włożyłam na nos. Otworzyłam drzwi balkonowe i spojrzałam na widok jaki nas otaczał. Stanęłam przy poręczy i zaczęłam przyglądać się krajobrazowi. Akurat miałyśmy widok na plaże. Po chwili poczułam na moich biodrach czyjeś dłonie.
- Co robisz ? - usłyszałam szept Justina. Poczułam przyjemny dreszcz. Westchnęłam.
- Pięknie tu. - odwróciłam się w stronę chłopaka na co się uśmiechnął.
- Wiem. - przybliżył się do mnie po czym musnął delikatnie moje usta.

~~~~~

no i mamy już 20 rozdziałów. blog ten ma już pięć miesięcy.
rozdział mi nie wyszedł za bardzo, bo nie miałam za wiele pomysłów.
myślę, że następny będzie lepszy.

następny rozdział >> 16.03

Rozdział 19

"Moje serce biło jak oszalałe"

oczami Alice
Jutro jest zakończenie roku szkolnego. Wreszcie.. Całe dwa miesiące wolnego. Bez nauki, wczesnego wstawania, odrabiania lekcji i słuchania nauczycieli. Nie wiem jeszcze gdzie pojadę, ale na stówę wybieram się gdzieś z przyjaciółmi. Musimy jeszcze wymyślić gdzie, kiedy itp. Prawdopodobnie pojedziemy do Los Angeles, ponieważ Justin uwielbia to miasto i mówi, że koniecznie musimy my je poznać. A tak to moje wakacje będą wyglądać codzienne spotkania z moimi wariatami, siedzenie przed telewizorem, nocowanie z przyjaciółmi, może jakiś wyjazd do rodzinny.. Moi rodzice raczej nie będą nigdzie wyjeżdżać z powodu pracy. Przesadzają trochę. Będę musiała ich namówić choćby oni we dwoje wyjechali na tydzień bez swojej córki. Pewnie będą się martwić "kto tu z tobą zostanie". Hahaha.. pewnie padnie na Pattie. Moja mama ją uwielbia. Dwie przyjaciółki. W sumie to dla mnie to lepiej, bo przecież będę mieć więc czasu z Bieberem.
No, a w ogóle to jeżeli chodzi o Justina to nie wiem czy jesteśmy "oficjalnie parą". Od tamtego zdarzenia minął tydzień. Zaczęliśmy ze sobą więcej się spotykać, ale nie wiem czy można powiedzieć, że jesteśmy parą.

*
Wstałam o godzinie ósmej. Apel miał się odbyć o dziesiątej więc miała sporo czasu. Pierwsze co zrobiłam to poszłam do łazienki wziąć prysznic i umyć włosy. Szybkim krokiem ruszyłam do pomieszczenia i wykonałam czynności. Po kąpieli rozczesałam dokładnie włosy i wysuszyłam je suszarką po czym wyprostowałam je i uczesałam w prostego koka. Grzywkę postanowiłam przeczesać na prawą stronę. Makijaż zrobiłam trochę ciemny. Użyłam czarnego, szarego i białego cieniu, tuszu do rzęs, kredkę oraz bezbarwny błyszczyk. Prawie gotowa wyszłam z łazienki i ruszyłam do garderoby. Szukałam jakieś sukienki. Po kilku minutach wybrałam białą sukienkę z falbanami. Wybrałam do tego czarne szpilki. Naszykowane ciuchy włożyłam na siebie. Zostały jeszcze jakieś dodatki. Wybrałam biało-czarne bransoletki, które włożyłam na lewą dłoń oraz dwa srebrne pierścionki. Do małej czarnej torebki włożyłam komórkę, gumy, błyszczyk, portfel i chusteczki. Przejrzałam się w lustrze i uznałam, że jestem gotowa. Zeszłam na dół. W salonie widziałam moich rodziców którzy siedzieli na sofie przy laptopie i rozmawiali o czymś, a dokładnie o jakimś wyjeździe. Czyżby mój plan sam się zrealizował ? Zadałam se pytanie. Podeszłam do niech wolnym krokiem i spojrzałam w ekran laptopa. Oferty wycieczek. Odchrząknęłam, a oni od razu na mnie spojrzeli.
- Ślicznie wyglądasz, córeczko. - powiedzieli równo uśmiechając się szeroko.
- Dzięki. Planujecie wakacje ? - zapytałam wprost. W odpowiedzi ojciec kiwnął głową na tak. - Gdzie ?
- Do Egiptu. Wiesz, że zawsze tam chciałam pojechać. - westchnęła matka. - Mam nadzieję, że pojedziesz z nami ? - spojrzała w moją stronę. O nie, muszę coś wykombinować.
- No wiesz mamo. Ja już mam plany i chcę jechać z przyjaciółmi.. no i.. mogłabym zostać ? - zapytałam się. Rodzice spojrzeli na siebie.
- Oczywiście. Pewnie ciocia Megan zostanie z tobą.
- Okej. To jeszcze o tym pogadamy. Ja idę. Pa. - pocałowałam rodziców i wyszłam z domu.
Jak się spodziewałam przed domem stał Justin. Miał na sobie czarne rurki, czarną luźną bluzkę z napisem "love me" oraz fioletowe buty supry, a na głowie miał tego samego koloru fullcapa. Na nosie miał czarne okulary. Oczywiście na jego twarzy można dostrzec szeroki uśmiech. Na mojej twarzy również się on pojawił. Ruszyłam w jego stronę.
- Hej. - pocałowałam go w policzek.
- Cześć kochanie. - cmoknął mnie w usta. - Ślicznie wyglądasz. - w odpowiedzi pocałowałam go ponownie w policzek.
Wysiedliśmy do chłopaka samochodu i ruszyliśmy do szkoły. Przez całą drogę jakoś nie rozmawialiśmy za dużo, ale to pewnie dlatego, że Justin był skupiony na jeździe, a że słońce mocno świeciło to nic nie widział. Po dwudziestu minutach byliśmy pod budynkiem. Z daleka zauważyłam przyjaciół, którzy siedzieli na ławce i czekali na nas. Bierber wysiadł z samochodu i podszedł do moich drzwi i je otworzył. Wyszłam z auta szeroko uśmiechając się w stronę chłopaka. Zamknął drzwi i oparł mnie o samochód. Spojrzał w moje oczy po czym lekko musnął moje wargi. Czułam na sobie wzrok przyjaciółmi którzy pewnie byli zdziwieni tą sytuacją. No tak nie wspomniałam jeszcze, że chłopacy i Destiny nie wiedzą wszystkiego o "nas", jedynie Jessica, ale to wiadomo czemu. Oczywiście Justin musiał pogłębić pocałunek.  Swoimi rękoma objął mnie w pasie, a ja jedną rękę położyłam na jego karku, a drugą wplotłam w jego włosy. Po chwili pocałunek stał się bardziej namiętny. Coraz bardziej stawało mi się gorąco i brakowało mi tchu. Moje serce biło jak oszalałe. Chciałabym, żeby czas teraz się zatrzymał i nigdy się nie wznowił jednak tak nie mogło być. Oderwaliśmy się od siebie patrząc sobie w oczy i uśmiechając się szeroko.
- Idziemy ? - odezwał się chłopak. Kiwnęłam głową na tak i ruszyliśmy w stronę naszych przyjaciół.
Razem poszliśmy na boisko szkolne. Stanęliśmy z przodu, ponieważ Chris i Justin chcieli widzieć dyrektora i wice dyrektorkę, którzy mieli prowadzić apel. Na środek wyszli dyrektorzy i zaczęli mówić jakieś bzdury. Mówili o wakacjach, że mamy na siebie uważać, żebyśmy wrócili cali i zdrowi we wrześniu.. Jak do jakiś dzieci. Beadles i Bieber śmieli się z co drugiego słowa. Nie wiem o co im chodziło, ale zachowywali się jak jakieś dzieci downa. Wreszcie szturchnęłam Justina, który odwrócił się w moją stronę i uśmiechnął po czym wrócił do brechtającego chłopaka stojącego obok.
- Życzymy Wam udanych wakacji ! - krzyknął dyrektor.
- Wreszcie skończył pan swój monolog. - wyszczerzał się w jego stronę Bieber. Mężczyzna podszedł do chłopaka śmiejąc się pod nosem.
- Ja też będę tęsknić Justinku. - zwrócił sie w jego stronę. Wszyscy krzyknęliśmy dowiedzenia i ruszyliśmy do samochodu.
- Tooo.. co robimy ? - odezwał się Justin patrząc się w moją stronę.
- Co z wyjazdem ? - zapytał się Devid.
Chłopak zaczął mówić o swoim (jak on to mówi) boskim pomyśle. Jak się okazało mamy jechać za trzy dni w poniedziałek. Mamy lot o 11.18 i mamy być tam tydzień. Wszyscy się ucieszyli, że wszystko jest załatwione. I tak oto w wesołych humorach ruszyliśmy do domu Biebera. Destiny, Jessica, Devid i Chris siedzieli z tyłu, a ja z przodu. Reszta nie poszła.
Weszliśmy do domu w którym nikogo nie było, Widocznie pani Pattie poszła gdzieś. Devid i Chris od razu rozsadzili się na fotelach, a dziewczyny usiadły na sofie. Wszyscy spojrzeli się nas (mnie i Justina).
- To teraz mówić co to miało być przed samochodem. - wyszczerzał się Dev. Wiedziałam, że w końcu się spyta.
- Coś. - wytknął mu język Justin.
- Ale co to "coś" ? - spytał Chris.
- Och, kiedyś się dowiesz. - zaśmiał się chłopak.
Usiedliśmy wszyscy przed telewizorem i zaczęliśmy grać w "grę w życie". Był to oczywiście pomysł Chrisa, bo kogo by innego. Zdziwiło mnie to, że Justin ma takie gry, ale nie będę nic mówić. Cały czas śmieliśmy się z głupoty chłopaków.
- Ja chcę mieć niebieskiego ! - krzyknął Chris.
- Weź geju ! - wydarł się na niego Devid. Oczywiście zaraz potem zaczęli się do siebie szczerzyć.
- Ej no ! Masz różofą i tyle ! - krzyknął Justin naciskając na słowo "różofą". Nie wiem czemu akurat tak powiedział. I oczywiście zaczęli się kłócić, że mają mieć różowe partnerki, a nie niebieskich partnerów.

~~~~~

oficjalnie wróciłam do pisania historii Alice i Justina.
przepraszam, że była aż tak długa przerwa.
dość długo mnie nie było, bo aż 2 miesiące, ale to
przez brak czasu, a najbardziej weny.
od teraz rozdziały będą się pojawiać co tydzień.

mam nadzieję, że się cieszycie z powrotu.

serdecznie zapraszam na mój drugi blog.

jeżeli chcecie być powypowiadani to piszcie pod notką.

Rozdział 18

"Pocałuj mnie"

Oczami Alice
[...] podeszłam do drzwi. Zapukałam niepewnie. Po chwili drzwi otworzył mi..
pan Jeremy.
- Dobry wieczór - przywitałam się grzecznie.
- Witaj Alice. Wejdź proszę - zrobiłam to co powiedział.
- Alice kochanie. Witaj - uśmiechnęła się promienie pani Pattie. - Co Cię do nas sprowadza ?
- Przyszłam do Justina.
- Jest na górze w swoim pokoju - odezwał się mąż pani Malltte.
- Dziękuje - ruszyłam w stronę pokoju.
Zapukałam lekko w drzwi. Po chwili usłyszałam ciche "wejść". Otworzyłam drzwi po czym je zamknęłam. Spojrzałam w stronę chłopaka, który siedział na łóżku trzymając w ręku gitarę oraz jakiś zeszyt.
- Cześć - powiedziałam niepewnie nieruszająca się z miejsca. Justin odwrócił się w moją stronę i natychmiastowo odłożył gitarę.
- Po co przyszłaś ? - zapytał smutnym głosem. Zrobiło mi się jego żal, bo przecież to moja wina, że jest smutny.
- Justin, bo ja chciałam z tobą porozmawiać i - w tym momencie się zawiesiłam. Nie wiem czemu to zrobiłam. Może dlatego, że bałam się. Po kilku sekundach znowu nabrałam odwagi - Przepraszam Justin. Ja nie chciałam tak powiedzieć. Po prostu tak pomyślałam i dalej w tą brnęłam. Żałuje, że to zrobiłam. Przepraszam - zaczęłam płakać. Nie chciałam tego robić, ale jednak. Chłopak wstał z łóżka i podszedł do mnie. Spojrzał w moje oczy i mnie przytulił. Odwzajemniłam uścisk.
- Nie masz za co przepraszać - wyszeptał mi do ucha. Puścił mnie z objęć i znowu spojrzał swoimi czekoladowymi oczami w moje. - Nie płacz - otarł moje łzy, a następnie znowu mnie przytulił.
- Pocałuj mnie - wypaliłam nagle. Chłopak odsunął się ode mnie i spojrzał na mnie pytająco. Uśmiechnąłem się i podeszłam do niego. Rękoma objęłam jego szyję. Justin uśmiechnął się słodko. Objął mnie w tali i pociągnął do siebie. Przymknęłam lekko oczy. Po chwili Bieber wpił się w moje usta. Całował delikatnie jakby się czegoś bał. Nie chciałam żeby tak było więc zaczęłam całować go namiętnie. Chłopak wsunął swój język i zaczął robić jakieś dziwne kółeczka. Chciało mi się śmiać, ale jakoś się powstrzymałam.
- Ehem - usłyszałam jakieś żeńskie chrząknięcie. Oderwaliśmy się od siebie z Justinem i spojrzeliśmy w stronę, a tam stała od ucha do ucha szczęśliwa matka Biebera.
- Mamo, puka się - oburzył się.
- Przepraszam Was, ale.. - na chwilę zamilkła. Po chwili dodała - Chciałam się spytać czy odrobiłeś lekcję synu ?
Myślałam, że zaraz wybuchnę głośnym i niepohamowany śmiechem.
- Że co ? - zapytał się syn Pattie i spojrzał na nią morderczym wzrokiem.
- Ja już muszę iść, późno się zrobiło - uśmiechnęłam się delikatnie w stronę kobiety.
- Odprowadzę Cię.
- Będziemy musieli sobie pogadać syneczku - zwróciła się w jego stronę. Chłopak tylko wzruszył ramionami i zeszliśmy po schodach.
- Dobranoc panie Jeremy - uśmiechnęłam się do mężczyzny.
- Dobranoc - odwzajemniła - A ty Justin gdzie się wybierasz ?
- Idę odprowadzić .. - w tym momencie się zawiesił. Po chwili dodał - Przyjaciółkę. Zaraz wrócę - no tak. Przecież nie jesteśmy razem. Wyszliśmy z rezydencji Bieberów.
- Przepraszam Cię za matkę - odezwał się po chwili mój towarzysz.
- Nic się nie stało.
Po chwili doszliśmy na miejsce. Przytuliłam się z chłopakiem na pożegnanie i pocałowałam w policzek. On natomiast musnął delikatnie moje usta i szepnął mi do uch "Dobranoc". Zadowolona weszła do domu.
Nie chciało mi się rozmawiać z rodzicami na temat "Gdzie byłaś" itp. Poszłam do swojego pokoju prawie biegnąc. Byłam zmęczona całym dniem więc od razu jak weszłam do pokoju ubrałam się pidżamę, a ciuchy, które miałam na sobie wrzuciłam do kosza. Nie chciało mi się zmywać makijażu. Położyłam się łóżka. Wtulając się w poduszkę próbowałam zasnąć lecz nie udawało mi się to. Rozmyślałam dzisiejszy dzień.


~~~~~

Eh, jestem wściekła na siebie. Rozdział mi nie wyszedł.
Nie podoba mi się. Jest krótki i taki bezsensu.

Nie mam w ogóle pomysłów na to opowiadanie..
Może mam jeden czy dwa, ale co potem ?
Nie wiem czy pociągnę długo ten blog.
No, ale cóż.. może coś wymyślę. Zobaczę.

Niedługo mam ferie i tak sobie myślałam, że bym dodawała
codziennie notkę, ale to zależy od mojej weny. Mam nadzieję, że
się nie pogorszy. Ostatnio miałam tyle pomysłów, ale nic nie
pasuje na to opowiadanie.

Następna notka pojawi się prawdopodobnie jutro, ale to zależy czy
coś wymyślę, bo jak nie to będę mieć niespodziankę, ale nie powiem jaką.

Rozdział 17

"Zraniłaś go słowami"

Oczami Alice
[...] - Jesteś na mnie zła ? - z moich rozmyśleń wyrwał mnie głos...
Justina.
- Czemu tak myślisz ?
- Bo sie w ogóle nie odzywasz od wczoraj- spojrzałam na niego smutnym wzrokiem.
- Słucham !? - krzyknęłam na niego, wstając z ławki. - To ty się nie odzywasz i nie zwracasz na mnie najmniejszej uwagi !
- Alice - stanął obok mnie i spojrzał w moje oczy. - Ja przepraszam, ale.. - w tym momencie mu przerwałam.
- Ale ? Justin nie ma żadnych ALE ! Powiedz szczerze, że masz mnie gdzieś i chciałeś mnie po prostu wykorzystać ! - łzy cisnęły mi się do oczów. Chciałam z stamtąd uciec. Nie chciałam na niego patrzeć, słuchać..
- O czym ty mówisz !? - teraz to on zaczął krzyczeć.
- Ja o czym mówię ? Weź ty się zastanów ! - jedna samotna łza spłynęła mi na policzku.
Nie mogła już tego wytrzymać. Odeszłam z tego miejsca. W połowie drogi zatrzymałam się i odwróciłam cię o 90 stopni. Patrzyłam się tępo w stronę parku. Chciało mi się płakać. Nie spodziewałam się, że Justin jest taki. Zaufałam mu, a on ? No właśnie co.. Nie rozumiem Go. Najpierw mnie całuje, a następnego dnia nie zwraca na mnie uwagi, a potem pyta się czemu ja się do niego nie odzywam. Jak ja mam to odczuć ? Czuje się jakby chciał mnie wykorzystać. Po chwili poczułam wibracje w lewej kieszeni spodni. Wyciągnęłam urządzenie i zauważyłam 1 nieodebraną wiadomość od Jessici. Odblokowałam telefon i odtworzyłam wiadomość. Od razu ją przeczytałam..
" Alice, co się stało ? " - Jess" Przyjdź do mnie. " - jaOdpisałam szybko, a potem włożyłam komórkę do kieszeni i ruszyłam w stronę domu.
Po 10 minutach doszłam do celu. Weszłam do domu i zauważyłam mamę zmywającą podłogę. Nie chciał żeby zauważyła, że płakałam.
- Cześć córciu - odezwała się radośnie.
- Cześć. Idę do siebie. Jak przyjdzie Jessica to wpuść ją i powiedz, że jestem u siebie.
Weszłam do pokoju i rzuciłam się na łóżko. Znowu chciało mi się płakać przez niego. I tak się stało. Kilka łez spłynęło mi na policzka. Po kilku minutach usłyszałam ciche pukanie do drzwi. Domyśliłam się kto to może być więc powiedziałam ciche "proszę".
- Hej skarbie - Jess przytuliła mnie do siebie i po chwili zapytała. - Co się stało ? Czemu płaczesz ?
Chwile nie odpowiadałam, ale przecież musiałam jej powiedzieć. Bo komu jak nie jej ?
- Chodzi o Justina - wyjąkałam.
- Coś Ci zrobił ? - i opowiedziałam jej wszystko. Od początku do końca.
- Ej, Alice. Posłuchaj - odwróciła się w moją stronę i zaczęła swój monolog. - Myślę, że przesadziłaś. Może on chciał to wszystko przemyśleć. A jeśli chodzi o to, że się nie odzywał to pewnie dlatego, że nie wiedział jak zacząć rozmowę. Znam Justina prawie 5 lat więc znam Go bardzo dobrze. Nigdy nie wykorzystał dziewczyny, a wręcz było odwrotnie. To one Biebera wykorzystywały. Mu nie zależy na tym, żeby przelecieć każdą laskę. On nie miał nawet swojego pierwszego razu ! - na moment przerwała i po chwili zapytała. - Kochasz Go ? - zatkało mnie. Nie wiedziałam dokładnie co powiedzieć, bo sama nie wiem co do niego czuje.
- Nie wiem - odpowiedziałam smutno.
- Kurwa, Alice ! - wstała z łóżka i podeszła do okna. - Jeżeli Go naprawdę kochasz to mu to powiedz !
- A co jeżeli on mnie odrzuci ?
- Że co ? - spojrzała na mnie jak na jakąś debilkę. - On Cię kocha ! - krzyknęła tak głośno, że pewnie moja matka ją słyszała.
- Skąd ty to możesz wiedzieć ?
- Nie widzisz tego ? - kiwnęłam głową na nie. - Jesteś ślepa. Przecież na pierwszy rzut oka widać jak mu na tobie zależy. Na twoim miejscu to bym poszła do niego, a nie tak bezczynnie siedziała. Zastanów się jak ty bardzo zraniłaś go słowami, które prosto w twarz mu wykrzyczałaś. Ja idę. Cześć - wyszła. Tak po prostu.
I co ja mam teraz zrobić ? Posłuchać się przyjaciółki, która mi dowaliła na maxa czy po prostu postawić na swoje ? W sumie to może Jessica ma racje ? Może naprawdę mu na mnie zależy ? Czemu ja byłam taka głupia, że tego nie zauważyłam !? Przez chwilę zastanawiałam się co powiedzieć Justinowi i czy w ogóle do niego iść. Postanowiłam, że pójdę i powiem mu to co czuję.  Poszłam do garderoby i wybrałam czarne rurki, biało-czerwono koszulę i czerwone trampki <klik>. Ciuchy, które miałam na sobie włożyłam do kosza na brudy, a ubrałam świeży zestaw. Ubrałam jeszcze czerwone kolczyki. Zmyłam makijaż, bo miałam cały rozmazany. Umalowałam się standardowo. Schowałam telefon do kieszeni i sprawdziłam jeszcze, która godzina. Była prawie 21. Zeszłam na dół i zobaczyłam moich rodziców.
- Wybierasz się gdzieś ? - zapytał ojciec.
- Tak. Muszę coś załatwić.
- O której masz zamiar przyjść ?
- Nie wiem. Wrócę to wrócę - powiedziałam już wkurzona i wyszłam.
Nie chciało mi się więcej z nim gadać. Nie chcę mu się spowiadać o moich uczuciach itp. Szłam wolnym krokiem myśląc co ja mu powiem. Znowu chciało mi się płakać, ale nie mogłam. Przecież nie mogę się teraz rozpłakać. No, a jednak to zrobiłam. Pewnie to zauważy, bo przecież makijaż mi się rozmazał. Mogłam się w ogóle nie malować. Byłam zła na siebie, że płacze. Nim się obejrzałam, a tu już byłam przed domem Bieberów. Jakoś szybko mi ta droga zleciała. Weszłam przez bramkę, która była otwarta i podeszłam do drzwi. Zapukałam niepewnie. Po chwili drzwi otworzył mi..

~~~~~

Mvhahaha, ale ja jestem chamska.
Znowu skończyłam na najlepszym momencie.
I po raz drugi podoba mi się rozdział, a Wam ?
Dziękuje za komentarze <3
Widzę, że coraz więcej osób czyta.
Jest mi naprawdę miło.

Serdecznie polecam ;*