"Los Angeles"
oczami Alice
- Dzień dobry księżniczko. - uśmiechnęła się promiennie mama. - Zjesz coś ?
- Cześć. - pocałowałam ją w policzek i usiadłam przy stole w kuchni. - Chętnie. - uśmiechnęłam się w jej stronę.
Moja rodzicielka zaczęła robić śniadanie dla mnie, a ja w tym czasie postanowiłam napisać do przyjaciółek by umówić się z nimi na zakupy. Jutro już wyjeżdżamy, a parę nowych ciuchów się przyda. Napisałam do dziewczyn sms;
- Cześć. - pocałowałam ją w policzek i usiadłam przy stole w kuchni. - Chętnie. - uśmiechnęłam się w jej stronę.
Moja rodzicielka zaczęła robić śniadanie dla mnie, a ja w tym czasie postanowiłam napisać do przyjaciółek by umówić się z nimi na zakupy. Jutro już wyjeżdżamy, a parę nowych ciuchów się przyda. Napisałam do dziewczyn sms;
"O 16 przy galerii. Idziemy na zakupy ;*"
Odpowiedzieć dostałam od razu. Obie się zgodziły. Po chwili dostałam śniadanie.
- Jest tata ? - zapytałam się w trakcie spożywania posiłku.
- Poszedł załatwić wycieczkę, a co ?
- Nic. Kiedy jedziecie ?
- W czwartek. Jakby co to jak wrócisz to ciocia będzie. - uśmiechnęła się.
- Okej. - westchnęłam po czym wróciłam do jedzenia. Po chwili znowu zapytałam się mamy. - Mamo, bo jest sprawa. - wyszczerzałam się do rodzicielki na co ona się tylko zaśmiała. - Idę dziś z przyjaciółkami do sklepu.
- Ile potrzebujesz ? - wyszła z kuchni po czym wróciła ze swoją beżową torebką.
- Nie wiem. - kobieta wyciągnęła pieniądze z portfela i położyła je na stół.
- Wystarczy ?
- Dziękuje. - pocałowałam ją w polik i poszłam do swojego pokoju biorąc pieniądze.
Do spotkania z dziewczynami zostały mi dwie godziny. Postanowiłam, że się przepiorę. Wybrałam czarne krótkie spodenki, białą, szeroką bluzkę na średnich ramiączkach z różowym nadrukiem oraz czarne conversy. Wybrałam do tego czarną, małą torebkę do której włożyłam portfel, komórkę, chusteczki, błyszczyk i klucze. Na ręce włożyłam kilka kolorowych bransoletek. Spięłam włosy w niesfornego koka po czym zrobiłam makijaż. Gotowa przejrzałam się w lustrze i zeszłam na dół biorąc torebkę.
- Wychodzę ! - krzyknęłam do rodziców, którzy siedzieli przy stole w salonie.
- Nie zjesz z nami ? - zapytał się ojciec.
- Nie jestem głodna.
- Nie wróć za późno ! - zaśmiała się mama.
- Jasne. Pa. - wyszłam z domu zamykając za sobą drzwi.
Postanowiłam, że przejdę się do galerii, ponieważ miałam jeszcze pół godziny. Ruszyłam w stronę miasta.
Z daleka zauważyłam przyjaciółki, które o czymś rozmawiały. Podeszłam do nich z uśmiechem na twarzy. Przywitałam się z nimi i razem poszłyśmy na zakupy.
- Jest tata ? - zapytałam się w trakcie spożywania posiłku.
- Poszedł załatwić wycieczkę, a co ?
- Nic. Kiedy jedziecie ?
- W czwartek. Jakby co to jak wrócisz to ciocia będzie. - uśmiechnęła się.
- Okej. - westchnęłam po czym wróciłam do jedzenia. Po chwili znowu zapytałam się mamy. - Mamo, bo jest sprawa. - wyszczerzałam się do rodzicielki na co ona się tylko zaśmiała. - Idę dziś z przyjaciółkami do sklepu.
- Ile potrzebujesz ? - wyszła z kuchni po czym wróciła ze swoją beżową torebką.
- Nie wiem. - kobieta wyciągnęła pieniądze z portfela i położyła je na stół.
- Wystarczy ?
- Dziękuje. - pocałowałam ją w polik i poszłam do swojego pokoju biorąc pieniądze.
Do spotkania z dziewczynami zostały mi dwie godziny. Postanowiłam, że się przepiorę. Wybrałam czarne krótkie spodenki, białą, szeroką bluzkę na średnich ramiączkach z różowym nadrukiem oraz czarne conversy. Wybrałam do tego czarną, małą torebkę do której włożyłam portfel, komórkę, chusteczki, błyszczyk i klucze. Na ręce włożyłam kilka kolorowych bransoletek. Spięłam włosy w niesfornego koka po czym zrobiłam makijaż. Gotowa przejrzałam się w lustrze i zeszłam na dół biorąc torebkę.
- Wychodzę ! - krzyknęłam do rodziców, którzy siedzieli przy stole w salonie.
- Nie zjesz z nami ? - zapytał się ojciec.
- Nie jestem głodna.
- Nie wróć za późno ! - zaśmiała się mama.
- Jasne. Pa. - wyszłam z domu zamykając za sobą drzwi.
Postanowiłam, że przejdę się do galerii, ponieważ miałam jeszcze pół godziny. Ruszyłam w stronę miasta.
Z daleka zauważyłam przyjaciółki, które o czymś rozmawiały. Podeszłam do nich z uśmiechem na twarzy. Przywitałam się z nimi i razem poszłyśmy na zakupy.
*
Do
dom wróciłam około dwudziestej. Byłam wykończona. Czuje się jakbym na
piechotę przeszła cały świat. Najlepiej to bym się teraz położyła spać,
lecz muszę się spakować na wyjazd. Teraz żałuje, że nie zrobiłam tego
rano. Wyciągnęłam z garderoby jedną walizkę i małą torbę, która miała mi
posłużyć jako bagaż podręczny.
Po niecałej godzinie byłam spakowana. Walizki zostawiłam tak jak leżały, czyli na środku pokoju. Rano będę musiała schować jeszcze kosmetyki itp. Zmęczona położyłam się do łóżka. Zasnęłam w minutę.
Po niecałej godzinie byłam spakowana. Walizki zostawiłam tak jak leżały, czyli na środku pokoju. Rano będę musiała schować jeszcze kosmetyki itp. Zmęczona położyłam się do łóżka. Zasnęłam w minutę.
*
- Tato, mógłbyś mi pomóc ?
- Jasne. Już idę. - razem poszliśmy do mojego pokoju. Ojciec wziął walizkę, która była ciężka żebym ja ją zniosła na dół. Wzięłam torbę i poszłam do salonu. Odłożyłam bagaż i ruszyłam do kuchni gdzie czekało na mnie śniadanie. Zjadłam posiłek po czym poszłam do łazienki umyć zęby. Spojrzałam na zegarek w telefonie, który wskazywał za dziesięć dziesiątą.
- Kochanie, zbieramy się.
Po dwudziestu minutach byliśmy na lotnisku. Przed ogromnym budynkiem stali już przyjaciele razem z rodziną. Razem z rodzicami poszliśmy do nich. Przywitałam się ze wszystkimi. Oczywiście pani Pattie mnie przytuliła. Pożegnałam się z mamą jak i tatą. Nie obyło się bez kazań typu, żebym nic nie nabroiła itp. Po chwili razem z Kennym, ochroniarz Justina, który oczywiście musiał lecieć z nami, weszliśmy do budynku..
- Proszę zapiąć pasy. Za chwilę będziemy lądować. - wreszcie stewardesa powiedziała te słowa.
Po chwili samolot już był na ziemi. Szczęśliwa, że ta podróż wreszcie się skończyła wyszłam z samolotu jako pierwsza, zaraz za mną szedł Kenny i reszta.
Po czterdziestu minutach siedzieliśmy już w samochodzie, który Hamilton wypożyczył. Do hotelu dojechaliśmy w ciągu dwudziestu minut. Budynek znajdował się obok plaży, a może i nawet na plaży. Wszędzie dookoła było pełno palm. Niedaleko było molo na którym znajdowało się kilku przechodni. Na plaży jak i w wodzie było wielu ludzi. Już wiedziałam, że jak zobaczą Biebera to będzie masakra. Kenny szedł przodem, a zaraz za nim Justin. Musieliśmy jakoś okrążyć szatyna, bo nie chcieliśmy, żeby zaraz wszystkie fanki się zebrały wokół nas.
- To moje łóżko ! - rzuciła się na materac Destiny. Zaraz potem spadła z niego z wielkim hukiem. Razem z Jessicą zaczęłyśmy się z niej śmiać. Po chwili Dest dołączyła do nas.
- To ja idę do łazienki. - Jes położyła walizeczki i poszła do wcześniej wspomnianego pomieszczenia. Blondynka zaczęła układać swoje ciuchy do szafy.
Wyciągnęłam z torebki okulary przeciwsłoneczne, które włożyłam na nos. Otworzyłam drzwi balkonowe i spojrzałam na widok jaki nas otaczał. Stanęłam przy poręczy i zaczęłam przyglądać się krajobrazowi. Akurat miałyśmy widok na plaże. Po chwili poczułam na moich biodrach czyjeś dłonie.
- Co robisz ? - usłyszałam szept Justina. Poczułam przyjemny dreszcz. Westchnęłam.
- Pięknie tu. - odwróciłam się w stronę chłopaka na co się uśmiechnął.
- Wiem. - przybliżył się do mnie po czym musnął delikatnie moje usta.
- Jasne. Już idę. - razem poszliśmy do mojego pokoju. Ojciec wziął walizkę, która była ciężka żebym ja ją zniosła na dół. Wzięłam torbę i poszłam do salonu. Odłożyłam bagaż i ruszyłam do kuchni gdzie czekało na mnie śniadanie. Zjadłam posiłek po czym poszłam do łazienki umyć zęby. Spojrzałam na zegarek w telefonie, który wskazywał za dziesięć dziesiątą.
- Kochanie, zbieramy się.
Po dwudziestu minutach byliśmy na lotnisku. Przed ogromnym budynkiem stali już przyjaciele razem z rodziną. Razem z rodzicami poszliśmy do nich. Przywitałam się ze wszystkimi. Oczywiście pani Pattie mnie przytuliła. Pożegnałam się z mamą jak i tatą. Nie obyło się bez kazań typu, żebym nic nie nabroiła itp. Po chwili razem z Kennym, ochroniarz Justina, który oczywiście musiał lecieć z nami, weszliśmy do budynku..
- Proszę zapiąć pasy. Za chwilę będziemy lądować. - wreszcie stewardesa powiedziała te słowa.
Po chwili samolot już był na ziemi. Szczęśliwa, że ta podróż wreszcie się skończyła wyszłam z samolotu jako pierwsza, zaraz za mną szedł Kenny i reszta.
Po czterdziestu minutach siedzieliśmy już w samochodzie, który Hamilton wypożyczył. Do hotelu dojechaliśmy w ciągu dwudziestu minut. Budynek znajdował się obok plaży, a może i nawet na plaży. Wszędzie dookoła było pełno palm. Niedaleko było molo na którym znajdowało się kilku przechodni. Na plaży jak i w wodzie było wielu ludzi. Już wiedziałam, że jak zobaczą Biebera to będzie masakra. Kenny szedł przodem, a zaraz za nim Justin. Musieliśmy jakoś okrążyć szatyna, bo nie chcieliśmy, żeby zaraz wszystkie fanki się zebrały wokół nas.
- To moje łóżko ! - rzuciła się na materac Destiny. Zaraz potem spadła z niego z wielkim hukiem. Razem z Jessicą zaczęłyśmy się z niej śmiać. Po chwili Dest dołączyła do nas.
- To ja idę do łazienki. - Jes położyła walizeczki i poszła do wcześniej wspomnianego pomieszczenia. Blondynka zaczęła układać swoje ciuchy do szafy.
Wyciągnęłam z torebki okulary przeciwsłoneczne, które włożyłam na nos. Otworzyłam drzwi balkonowe i spojrzałam na widok jaki nas otaczał. Stanęłam przy poręczy i zaczęłam przyglądać się krajobrazowi. Akurat miałyśmy widok na plaże. Po chwili poczułam na moich biodrach czyjeś dłonie.
- Co robisz ? - usłyszałam szept Justina. Poczułam przyjemny dreszcz. Westchnęłam.
- Pięknie tu. - odwróciłam się w stronę chłopaka na co się uśmiechnął.
- Wiem. - przybliżył się do mnie po czym musnął delikatnie moje usta.
~~~~~
no i mamy już 20 rozdziałów. blog ten ma już pięć miesięcy.
rozdział mi nie wyszedł za bardzo, bo nie miałam za wiele pomysłów.
myślę, że następny będzie lepszy.
następny rozdział >> 16.03
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz