sobota, 25 sierpnia 2012

Rozdział 3

"Jak ich poznasz to od razu ich polubisz"

Oczami Alice
Obudził mnie dźwięk telefonu. Spojrzałam na wyświetlacz i wyświetlił mi się Devid. Zapomniałam, że mam do niego zadzwonić jak przylecę. To teraz mnie opieprzy.
/rozmowa telefoniczna, Alice - Devid/
- Hej.
- Elo Ali ! Czemu się nie odzywałaś ? - no oczywiście od razu na mnie naskoczył.
- Spokojnie - zaśmiałam się - sory, że się nie odezwałam, ale nie miałam czasu.
- No wiesz ? Zapomniałaś o mnie !
- Oczywiście, że nie.
- Udajmy, że Ci wierzę. Więc gdzie mieszkasz ?
- Bodajże na World Street 88 (powiedzmy, że jest taka ulica xd), a co ?
- O, to niedaleko mnie. Więc przyjdę po Ciebie o 16 i się powłóczymy jak za dawnych czasów - zaśmiał się, a ja z nim - to do zobaczenia.
- Pa - rozłączyłam się.
/koniec rozmowy/
Wzięłam prysznic i umyłam włosy. Wytarłam ciało ręczniki, wysuszyłam głowę. Potem je lekko pofalowałam, a grzywkę wyprostowałam. Umalowałam oczy ciemną kredką, fioletowym cieniem, a usta maznęłam truskawkowym błyszczykiem. Wyszłam z łazienki i od razu powędrowałam do garderoby. Po 40 minutach znalazłam odpowiednie ubranie. Miałam na sobie czarne spodnie, fioletową bluzkę z czarnymi paskami oraz czarny sweterek. Nałożyłam jeszcze złote, małe korale <klik>. Zeszłam na dół w celu czegoś zjedzenia. Weszłam do kuchni, a na stole leżały naleśniki. Usiadłam na krześle i zjadłam swoją porcję. Upiłam kilka łyków malinowej herbaty. Po posiłku włożyłam naczynia do zmywarki. Zobaczyłam moją mamę, która usiadła na sofie w salonie. Postanowiłam, że powiem jej o moim wyjściu.
- Hej mamo - pocałowałam ją w policzek - dzięki za śniadanie, a w ogóle. to chciałam Ci z powiedzieć, że dziś przychodzi po mnie Devid i pokaże mi trochę miasta. Przyjdzie o 16.
- Jasne córciu, możesz iść - obdarzyła mnie uśmiechem - ale nie wróć za późno.
Usiadłam obok mojej rodzicielki i zaczęłyśmy oglądać jakieś nudne seriale. Myślałam o szkole. Jak to będzie w nowej budzie. Czy polubią mnie rówieśnicy ? Czy będę pośmiewiskiem ? Czy będę mieć więcej osób obok siebie niż rodzice ? Czy moja przyjaźń z Devid'em będzie taka sama jak kiedyś czy może on ma lepszych ? Sto milionów pytań nasuwało mi się do głowy. Z moich przemyśleń wyrwał mnie głos matki.
- Alice, chcę powiedzieć, że w poniedziałek będziesz szła do szkoły i jutro pójdziemy kupić potrzebne Ci rzeczy, bo książki tata odbierze dziś.
- Jasne, spoko - uśmiechnęłam się.
Spojrzałam na wyświetlacz komórki. Było już po 15. Postanowiłam, że przygotuję się do wyjścia. Weszłam po schodach na górę, a potem od razu do pokoju. Wzięłam czarną torebkę. Spakowałam do niej telefon, portfel, gumy i błyszczyk. Wzięłam fioletowe trampki converse <klik>. Zeszłam na dół. Ubrałam buty i wyszłam z domu rzucając do matki "Cześć". Wyszłam przed bramę i czekałam na przyjaciela. Po 10 minutach zobaczyłam Go, Devid'a. Nie zastanawiając się od razu do Niego pobiegłam. Wskoczyłam na przyjaciela, który momentalnie przewrócił się. Śmialiśmy się na całe osiedle. Po chwili wstaliśmy tuląc się do siebie.
- Tęskniłam za Tobą - kilka łez spłynęły mi na policzka.
- Ja też maleńka - przytulił mnie jeszcze mocniej. Po 5 minutach oderwaliśmy się od siebie.
- To co robimy ? - wyszczerzyłam się do niego.
- Znasz miasto ? - kiwnęłam przecząco głową - więc Ci je trochę pokarzę.
W czasie drogi śmialiśmy się z każdego kogo widzieliśmy na drodze. Opowiadaliśmy sobie jak to było jak byliśmy mali. Cały czas śmiałam się razem z kumplem. Aż mnie brzuch bolał i płakać mi się chciało. Normalnie dawno się tak wspaniale nie czułam.
Jak się okazało naszym celem był park, który znajdował się 30 minut od mojej chałupy. Usiedliśmy na ławce.
- Jak było w Los Angeles ? Co z przyjaciółmi, których tam zostawiłaś - zapytał spoglądając na mnie.
- No więc bez Ciebie to nie było to samo. Przyjaciele to byli fałszywi. Nie wiem czy to była prawdziwa przyjaźń. Bardziej traktowałam ich jak kolegów. Znaczy byli tacy, którym mogłam zaufać i za nimi tęsknie, ale to nie to samo co ty - uśmiechnęłam się do niego, a on razem ze mną - a tu jak jest ?
- Ah.. tu jest cudownie. Mam zajebistych przyjaciół na całym świecie. Mógłbym zrobić dla nich wszystko - zaśmiał się - oczywiście dla Ciebie też. Na pewno jak ich poznasz to od razu ich polubisz. Ja jak ich poznałem to normalnie zwariowałem. Każdy jest inny. Tego kręcą imprezy, tego muzyka, a tą moda. Dziwne, że akurat się przyjaźnimy.
- A ilu was jest ?
- Razem ze mną 8. Dużo, ale potrafimy się razem dogadać.
- Przyjaciele zawsze potrafią - przytulił mnie. "Fajnie ma" - pomyślałam sobie.
Poszliśmy jeszcze  na lody, do kina, a potem nad rzeczkę. Rozmawialiśmy o jego przyjaciołach i dużo się o nich dowiedziałam. W jego "paczce" są 2 dziewczyny, lubią jeździć na desce, chodzą do tej samej klasy i jeszcze więcej rzeczy. Devid odprowadził mnie do domu.
- To co, kiedy się spotykamy następnym razem ? - uśmiechnął się.
- Jutro raczej nie, bo będę się przygotowywała do szkoły - na mojej twarzy pojawił się grymas.
- Szkoda. A do jakiej szkoły będziesz chodziła ? A klasy ?
- LO 49 (zmyślone), IId.
- O kurwa ! - wydarł się z bananem na twarzy - to moja klasa !
- Ale zajebiście. To przyjdziesz po mnie w poniedziałek.
- Okej, to będę o 7. Pa - pocałował mnie w polik i pomachał mi.
Przywitałam się z rodzicami i od razu powiedziałam im "Dobranoc". Poszłam do łazienki, wzięłam szybki prysznic. Ubrałam pidżamkę <klik> i położyłam się do łóżka. Zasnęłam w natychmiastowym tempie.

~~~~~
 
Przepraszam, że musieliście dość długo czekać na rozdział.
Ten rozdział nawet mi się podoba, a Wam ?
Piszcie w komach ;)
Nn. 4 komy

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz