sobota, 25 sierpnia 2012

Rozdział 24

"Pożałujesz tego"

narracja trzecioosobowa
- Devid, musisz mi pomóc. - westchnął chłopak. Potrzebował pomocy i to bardzo. Justin był za słaby, żeby sam dał radę. Musiał kogoś poprosić. Padło na Devida. Przecież na pewno będzie chciał chronić przyjaciółkę, czyż nie ?
- Mów co się stało. - powiedział pewnie siadając na łóżko. Dobrze wiedział, że przyjaciela coś gnębi od paru dni. Za bardzo go znał, żeby nie miał racji. Tak to właśnie jest z przyjaciółmi. Cokolwiek by się nie stało, ta druga osoba potrafi wyczytać wszystko poprzez zachowanie czy też z wyrazu twarzy.
- Nie ważne. - powiedział spuszczając głowę. Nie potrafił powiedzieć prawdę. Dobrze wiedział, że mu nie uwierzy. Tylko on wiedział jaki jest Jeydon naprawdę. Nikt by nie pomyślał, że jest inny. Można powiedzieć, że Wale jest niezłym aktorem. Mógłby zagrać każdą rolę. Szkoda, że to nie był prawdziwy film w którym brunet wciela się w jakąś postać. - Chroń Alice. Proszę. - szepnął łamiącym głosem. Łzy mimowolnie zaczęły spływać po jego policzkach. Nie potrafił w tamtym momencie spojrzeć na towarzysza. Nie zwracając na nic, wyszedł z domu. Wsiadł do auta i odjechał z posesji Belorów. [..]
Leżał na łóżku rozmyślając o wszystkim. Ciągle w głowie miał słowa Jeydona. Nie mógł od tak zapomnieć. Mógł zlekceważyć jego słowa. Po prostu mogły być to głupie groźby, ale szatyn wziął je na serio. Może słusznie. Musiał coś z tym zrobić. Postanowił zrobić to co zawsze chciał. Musiał pokazać, że jest odważny i nie boi się Wale'a. [..]
Wyszedł z domu nie zwracając na słowa rodziców, którzy mówili, że jest późno na wyjścia. Nie słuchał ich. Spojrzał na wyświetlacz komórki. Dwudziesta druga trzydzieści. Późna pora, ale dla Justina nie miało to znaczenia. Ruszył drogą, którą bardzo dobrze znał. [..]
Po dziesięciu minutach był już pod blokiem Wale. Dobrze wiedział, że pewnie nie będzie go w domu, ale i tak postanowił pójść tam. Można było się domyślić, że baluje gdzieś. Z daleka zauważył go, ale nie tylko. Był ze swoimi przyjaciółmi, o ile można ich tak nazwać. Pili. Nie zdziwił ten widok piosenkarza. Spodziewał się tego, ale cóż. Westchnął i ruszył w jego stronę.
- Witaj alkoholiku. - zaśmiał się szyderczo. Jeydon spojrzał na niego. Nie myślał nigdy, że go tu spotka, a jednak. W sumie to nie chciał by tu przyszedł. Nie lubił się z nim spotykać przy kolegach. Wstał z ławki odkładając butelkę piwa. Wkurzyło go to, że ktoś nazywa go alkoholikiem. Nie lubił tego słowa. Przecież on był tylko uzależniony od procentów, więc czemu jest on od razu alkoholikiem ? Jednak tak jest. Stanął obok szatyna.
- Co ty sobie kurwa myślisz ? Chyba mamy wyjaśnioną sprawę z Alice ?- zapytał. Bieber nie miał zamiaru mu odpowiadać na jego głupie pytania. Gotowało się w nim. Myślał, że go zabije za te słowa. Dla niego sprawa z Alice nie była wyjaśniona i raczej jej nie wyjaśnią, dopóki on nie da mu jak i jego dziewczynie spokoju. Jednak to było nie możliwe. Przecież z dnia na dzień człowiek nie potrafi się zmienić, a szczególnie taki jak Wale. Nierealne. Sam by nic nie zrobił. Potrzebował on pomocy i to bardzo. Szatyn próbował wiele razy przekonać go, aby skończył z tym. Nie udało mu się za żadnym razem. W końcu dał sobie spokój.
Justin spojrzał na niego groźnym spojrzeniem. Popatrzył się na niego przez chwile po czym uderzył go pięścią w twarz. Jeydon kucnął na ziemi łapiąc się za nos. Na szatyna twarzy widniał zwycięski uśmiech. Przyjaciele Wale patrzyli na niego z wielkimi oczami. Nie mogli uwierzyć co się stało. Była to dla niech bardzo dziwna jak i szokująca sytuacja. On nie przejmował się nimi. Kucnął obok bruneta i pociągnął go za bluzę.
- Spróbuj zrobić jakąkolwiek krzywdę Alice lub dotkniesz ją palcem. Obiecuję, że cię zajebię. - syknął po czym rzucił go na ziemię. W tamtym momencie mógł wszystko zrobić by jego ukochana była bezpieczna. Nie mógł pozwolić by coś jej się stało.
- Pożałujesz tego ! - krzyknął Wale. Zacisnął zęby i wstał na nogi. Piosenkarz zrobił to samo. Uderzył go tylko, że mocniej. Nie mógł sobie pozwolić na takie traktowanie wobec gwiazdki i to jeszcze na oczach przyjaciół. To było dla niego największe upokorzenie. Musiał się odwdzięczyć. Szatyn ostatni raz spojrzał na grupkę pijaków i odszedł. [..]
Szedł ulicami Stanford. Pomimo, że nos i warga sprawiały mu ogromny ból nie przejmował się tym. Jego telefon dzwonił jak oszalały. Co chwile czuł wibracje w kieszeni. Wiedział dobrze, że to rodzice. Nie chciał z nimi rozmawiać. Napisał sms, żeby się nie martwili po czym wyłączył urządzenie.
Nie żałował tego jak postąpił z Jeydonem. Tym sposobem pokazał, że zależy mu na Alice i będzie o nią walczyć cokolwiek by się nie stało. [..]
Stanął przed posesją WeCallow. W pokoju jej ukochanej paliło się maleńkie światło, a ona sama siedziała na parapecie. Uśmiechnął się sam do siebie, lecz poczuł ból. Złapał się za bolące miejsce. Krew leciała małym ciurkiem. Otarł to miejsce palcem. Usiadł na krawężniku i zaczął patrzeć w niebo. Po chwili usłyszał zamykające się drzwi. Pierwszą myślą było to, że ktoś wyszedł z domu dziewczyny. Odwrócił się w tamtą stronę. Miał rację. Była to Alice.
- Justin ? - zapytała, chodź dobrze wiedziała, że to on. Chłopak wstał z chodnika. Brunetka podeszła do niego po czym wtuliła się w niego. Jednak nie długo trwali w uścisku, bo dziewczyna odsunęła się od niego. Dopiero teraz się ocknęła się, że coś jest nie tak. Spojrzała na jego twarz po czym objęła ją dłońmi. Widok ją przeraził. Pierwszą myślą jaka jej przyszła to było to, że się z kimś pobił, a tym kimś był Jeydon, bo któż by inny. - Idziemy do mnie. - oznajmiła. Chłopak chciał zaprzeczyć, ale nie chciał z nią dyskutować. W końcu i tak by wygrała.
Weszli razem do domu. Na kanapie w salonie można było zobaczyć tulących się ludzi do siebie, którzy oglądali jakąś komedie. Ciocia i wujek brunetki odwrócili się w ich stronę gdy usłyszeli dźwięk zamykających się drzwi. Byli zdziwieni widokiem. Megan* od razu podbiegła do nich, a Coran* zaraz za nią. Kobietę przeraził wygląd szatyna i od razu postanowiła się za to zabrać. Oczywiście nie obyło się bez panikowania. Mąż jej uspokoił ją zabrał do sypialni mówiąc, że Alice się wszystkim zajmie. Dziewczyna i jej towarzysz poszli do łazienki.
Rozkazała szatynowi usiąść. Wykonał poleceni siadając na rogu wanny. Siedemnastolatka wyciągnęła z szafki apteczkę. Wyciągnęła z niej wodę utlenioną, plastry i waciki. Na wacik wlała trochę wody. Oczyściła dokładnie jego wargę tak, aby nie było żadnego zakażenia. Chłopak nie mógł wytrzymać z bólu. Piekło go niemiłosiernie. Zaklną pod nosem, gdy skończyła. Przykleiła plaster i oznajmiła, że jest gotowe. Podkładała wszystkie rzeczy na miejsce po czym wzięła chusteczkę, którą namoczyła wodą i podała Justinowi. Wytarł delikatnie krew koło nosa.
- Jeydon ci to zrobił. - stwierdziła. Chciała by to było pytanie, ale nie wyszło. Chłopak westchnął. Nie chciał jej mówić to co zrobił, bo pewnie dziewczyna była by wściekła za to. Będzie mu mówić, że mogła mu się większa krzywda stać i tak w kółko. Chciał tego uniknąć, ale nie chciał jej okłamać. To by było nie fair wobec niej. Musiał w końcu wybrać lepszą opcję, ale która ?
- Nie. - spuścił głowę na dół. Nie mógł jej tego powiedzieć co się stało. Przecież mogły by być przez to większe kłopoty, a i tak już sobie je narobił przez tą sytuację. Jednak trzeba walczyć o osoby na których nam zależy. Dla niego to była Alice.
- Nie kłam Justin. - podeszła do niego i kucnęła. - Popatrz na mnie i powiedz prawdę. - spojrzał w jej błękitne oczy. Nie potrafił jej okłamać prosto w oczy. Jednak postanowił to zrobić. Wiedział dobrze, że mu może nie uwierzyć. Że będą przez to konsekwencje, ale musiał.
- Przewróciłem się. - wstał. - Muszę iść. - oznajmił. Nie chciał z nią rozmawiać, bo wiedział, że może dojść do kłótni. Ominął ją wychodząc z łazienki po czym z domu. [..]
Wyciągnął kluczę z kieszeni i delikatnie wkładając klucz w zamek w drzwiach otworzył. Wszedł jak najciszej, aby nie zbudzić rodziców. Jednak oni nie spali. W przedpokoju zrobił się jasno, a obok stali Pattie i Jeremy. Patrzyli na niego groźnym spojrzeniem.
- Gdzie byłeś ? - zapytał ojciec podchodząc do niego i analizując jego twarz. - Biłeś się. - stwierdził. Zmartwił się jak i jego żona. Oboje nie chcieli, aby ich jedyne dziecko było takie jak co drugi nastolatek. Chcieli go chronić przed takimi sytuacjami, lecz nie zawsze może się to udać.
- Upadłem. - szepnął syn. Ominął ich wchodząc na górę schodami. Nie chciał im wszystkiego tłumaczyć, bo by się pewnie zmartwili. Nie chciał, aby się denerwowali jego sprawami.
- Rano porozmawiamy. - powiedział srogo Jeremy wchodząc z żoną na górę.
Justin wszedł do pokoju. Ściągnął z siebie zbędne rzeczy, które rzucił na fotel. Wyciągnął ze spodni telefon i włączył go. Wiele nieodebranych połączeń, sms. Nie chciało mu się tego sprawdzać. Rzucił komórkę na stół po czym położył się do łóżka. Długo nie mógł zasnąć. [..]

~~~~~~

Cześć kochani ;3
Rozdział obiecałam tydzień temu, ale jakoś nie miała weny.
Dziękuje za komentarze ;* Dzięki nim mam ochotę pisać.
Zmieniłam nazwę jak i wystrój bloga. Podoba Wam się ?
Mam do Was prośbę..
Jeżeli macie jakieś pomysły na kolejne rozdziały, piszcie.
Bardzo mi to pomoże w pisaniu.

Jeżeli chodzi o informowanie o nn. to dalej aktualne.
Podajecie swoje gadu, adres twittera czy bloga pod ostatnią notką.

Do następnego skarby <3 (nie wiem kiedy ;c)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz