"Ale się cieszę"
Oczami Alice
[...] Stałam jak słup soli, gdy usłyszałam o czym rozmawiają moi
rodzice. Chcieli się wyprowadzić. Nie mogłam w to uwierzyć, bo kto
chciał by zostawić swoich przyjaciół, wszystkie wspomnienia. Chciało mi
się płakać. Pobiegłam szybko po schodach, potykając się o własne nogi.
Weszłam do pokoju zatrzaskując drzwi. Słyszałam wołanie moich starych,
ale nie poszłam do nich. Bo po co ? Co miałam im powiedzieć ? Że nie
chcę się wyprowadzać ? I tak by nie zmienili swojej decyzji.
-Ali, otwórz drzwi. Pogadajmy - wyszłam z pokoju i stanęłam na przeciw nim. Łzy cisnęły mi się do oczu na myśl o przeprowadzce. Nie chciałam zostawiać tu moich przyjaciół. Za bardzo ich kocham.
- Kochanie - mama podeszła do mnie, przytuliła mnie i głaskała mnie po głowie.
- Dlaczego ? - zadałam najgłupsze pytanie - Powiedzcie mi czemu mi to robicie !? - krzyknęłam na nich.
- Córcia, posłuchaj. Dostałem przedzielony do lepszej spółki i musimy się przeprowadzić - boże, ale on to spokojnie mówi.
- Jasne, ale jak znowu będziesz gdzieś indziej przedzielony to znowu będziemy się przeprowadzać na drugi koniec świata ? Znowu będę musiała się ze wszystkimi i wszystkim pożegnać !?
- Nie będziemy musieli. Zostaje tam na stałe.
- W takim razie gdzie mamy się wyprowadzić ? - spojrzałam na ojca. Ten z uśmiechem na twarzy powiedział :
- Do Atlanty.
Ucieszyłam się jak dziecko. Mieszka tam mój najlepszy przyjaciel, Devid. Kocham Go strasznie mocno i traktuje jak brata. To z nim przeżyłam najwspanialsze chwile. Dawno nie widziałam się z nim. Na pewno się ucieszy, gdy mu to powiem. Pocałowałam rodziców w polik i poleciałam do pokoju. Zadzwoniłam do przyjaciela.
/rozmowa telefoniczna/
- Hej Dev ! - krzyknęłam mu do słuchawki.
- Hej młoda. Weź tak nie krzycz, bo ogłuchnę - zaśmiał się.
- Też będziesz krzyczeć jak coś Ci powiem.
- No...
- Przeprowadzam się.. dooo Atlanty !
- Serio !? OMG ! Ale się cieszę ! Weeeeee .. - tym razem to on mi krzyczał do słuchawki i wiem jak to boli - Wreszcie się spotkamy po trzech latach !
- Ogarnij się ! Dobra kończę, bo muszę się pakować i pożegnać z przyjaciółmi. Narka.
- Okej. To pa. Do zobaczenia ! Cześć.
/ koniec rozmowy /
Haha, ale z niego wariat. Schowałam telefon do kieszeni i zaczęłam wszystko segregować, a potem pakować. Zajęło mi to około 4 godzin, a nie spakowałam jeszcze ciuchów i kosmetyków. Postanowiłam zrobić to jutro, bo byłam strasznie zmęczono. Było już grubo po 1. Ubrałam szybko pidżamkę i wskoczyłam do łóżka. Nastawiłam budzik. Zasnęłam dość szybko.
Obudziłam się o 9, bo budzik zaczął dzwonić. Wzięłam szybki prysznic. Wyprostowałam włosy i zrobiłam makijaż <klik>. Wyciągnęłam z szafy różowe leginsy, szarą tunikę, czarny szalik, szare krótkie kozaki. Do tego czarne kolczyki i szara torebkę <klik>. Dziś postawiłam na szarość i róż. Ubrałam naszykowane ubrania i dodatki. Do torebki włożyła portfel, komórkę, gumy, szminkę i chusteczki. Wysłałam sms'y do przyjaciół, że chcę się znimi spotkać. Szybki krokiem wyszłam z domu. Na dole rzuciłam do rodziców krótkie - Wychodzę !
Szłam do parku dość szybko, bo gdy już doszłam czułam, że się spociłam ( xd ). Po chwili byłam już w parku. Zobaczyłam moich znajomych. Ze wszystkimi się przywitałam gorącym uściskiem. Oczywiście każdy pytał czemu chciałam się z nimi spotkać. Pomyślałam, że od razu dojdę do sedna sprawy.
- Wyprowadzam się do Atlanty - wszyscy zrobili miną pt. WTF.
- Co !? Dlaczego ? - zadawali pytania.
- Mój ojciec dostał lepszą pracę i tak wyszło - wszyscy posmutnieli razem ze mną. Przytuliliśmy się grupowo. Potem z każdym po kolei się pożegnałam i poszłam do domu. Od razu, gdy wróciłam zaczęłam pakować resztę rzeczy, bo samolot mieliśmy za 4 godziny, a samochód, który miał zabrać nasze rzeczy za 2 i pół godziny. Wszystkie ciuchy poskładałam i włożyłam do walizki. Potem włożyłam biżuterię i kosmetyki. Zajęło mi to 2 godziny. Zawołałam tatę, aby poznosił moje rzeczy, bo to było ciężkie. Zniósł wszystko na dwór, oprócz mebli, ponieważ mieliśmy już w nowym domu. To było ciekawe. Myślałam jak tam jest w Stanford. Jak wygląda nasz dom. Jak jest urządzony i jak jest wymalowane. Rozmarzyłam się, ale moja kochana mamusia przerwała mi, ponieważ mieliśmy się zbierać na lotnisko. Pożegnałam się z domkiem <klik>. Wzięłam moje rzeczy i wpakowaliśmy się do auta. Ojciec miał zostawić samochód na lotnisku. sprzedać go czy coś w tym stylu. Po drodze wpadliśmy do sklepu i kupiliśmy potrzebne rzeczy. Napoje, słodycze itp. Po 40 minutach byliśmy na lotnisku <klik>. Poszliśmy na odprawę, bo nie mieliśmy bagaży. Mama wyciągnęła bilety, paszporty i dała każdemu. Podeszliśmy do faceta, który się tu zajmował i sprawdzał ludzi. Był on wysoki, miał na sobie czarny T-shirt i spodnie. Na nogach miał czarne martensy. Podałam mu grzecznie papierki. Sprawdził je i pozwolił mi iść dalej. Poczekałam na rodziców, potem poszliśmy dalej. Na takich jakby tackach położyła torbę i papierki. Ściągnęłam kolczyki, żeby mi nie piszczało. Przeszłam przez tak jakby most, który piszczał czasami (dop. kto leciał kiedyś samolotem wie o co mi chodzi xd), ale mi nie zapiszczał. Cieszyłam się i w duchu tańczyłam mój taniec radości. Nie lubię jak obcy mi ludzie obmacują mnie, to tak jakby gwałt. Mojej mamusi oczywiście zapiszczało i musiała ściągać buty. Zabrałam swoje rzeczy i poszliśmy dalej. Stanęliśmy w ogromnej kolejce do samolotu. Oczywiście mi się stać nie chciało i usiadłam sobie na krzesełku obok jakieś kobiety, która wyglądała na około 40. Po 40 minutach siedziałam już w samolocie. Usiadłam przy oknie, ponieważ kocham widoki. Obok mnie usiadła mama, a dalej tata. Stewardessy powiedziały coś tam o bezpieczeństwie z takiej karteczki. Potem kapitan powiedziała, że mamy zapiąć pasy, bo startować będziemy. Posłuchałam się i zapięłam. Po kilku minutach byliśmy już w niebie (dop. nie zginęli jak co xd). Odpięłam pasy, założyłam słuchawki na uszach, puściłam moją ukochaną piosenkę <klik>. Usiadłam wygodnie i przymknęłam oczy. Po chwili zasnęłam...
-Ali, otwórz drzwi. Pogadajmy - wyszłam z pokoju i stanęłam na przeciw nim. Łzy cisnęły mi się do oczu na myśl o przeprowadzce. Nie chciałam zostawiać tu moich przyjaciół. Za bardzo ich kocham.
- Kochanie - mama podeszła do mnie, przytuliła mnie i głaskała mnie po głowie.
- Dlaczego ? - zadałam najgłupsze pytanie - Powiedzcie mi czemu mi to robicie !? - krzyknęłam na nich.
- Córcia, posłuchaj. Dostałem przedzielony do lepszej spółki i musimy się przeprowadzić - boże, ale on to spokojnie mówi.
- Jasne, ale jak znowu będziesz gdzieś indziej przedzielony to znowu będziemy się przeprowadzać na drugi koniec świata ? Znowu będę musiała się ze wszystkimi i wszystkim pożegnać !?
- Nie będziemy musieli. Zostaje tam na stałe.
- W takim razie gdzie mamy się wyprowadzić ? - spojrzałam na ojca. Ten z uśmiechem na twarzy powiedział :
- Do Atlanty.
Ucieszyłam się jak dziecko. Mieszka tam mój najlepszy przyjaciel, Devid. Kocham Go strasznie mocno i traktuje jak brata. To z nim przeżyłam najwspanialsze chwile. Dawno nie widziałam się z nim. Na pewno się ucieszy, gdy mu to powiem. Pocałowałam rodziców w polik i poleciałam do pokoju. Zadzwoniłam do przyjaciela.
/rozmowa telefoniczna/
- Hej Dev ! - krzyknęłam mu do słuchawki.
- Hej młoda. Weź tak nie krzycz, bo ogłuchnę - zaśmiał się.
- Też będziesz krzyczeć jak coś Ci powiem.
- No...
- Przeprowadzam się.. dooo Atlanty !
- Serio !? OMG ! Ale się cieszę ! Weeeeee .. - tym razem to on mi krzyczał do słuchawki i wiem jak to boli - Wreszcie się spotkamy po trzech latach !
- Ogarnij się ! Dobra kończę, bo muszę się pakować i pożegnać z przyjaciółmi. Narka.
- Okej. To pa. Do zobaczenia ! Cześć.
/ koniec rozmowy /
Haha, ale z niego wariat. Schowałam telefon do kieszeni i zaczęłam wszystko segregować, a potem pakować. Zajęło mi to około 4 godzin, a nie spakowałam jeszcze ciuchów i kosmetyków. Postanowiłam zrobić to jutro, bo byłam strasznie zmęczono. Było już grubo po 1. Ubrałam szybko pidżamkę i wskoczyłam do łóżka. Nastawiłam budzik. Zasnęłam dość szybko.
Obudziłam się o 9, bo budzik zaczął dzwonić. Wzięłam szybki prysznic. Wyprostowałam włosy i zrobiłam makijaż <klik>. Wyciągnęłam z szafy różowe leginsy, szarą tunikę, czarny szalik, szare krótkie kozaki. Do tego czarne kolczyki i szara torebkę <klik>. Dziś postawiłam na szarość i róż. Ubrałam naszykowane ubrania i dodatki. Do torebki włożyła portfel, komórkę, gumy, szminkę i chusteczki. Wysłałam sms'y do przyjaciół, że chcę się znimi spotkać. Szybki krokiem wyszłam z domu. Na dole rzuciłam do rodziców krótkie - Wychodzę !
Szłam do parku dość szybko, bo gdy już doszłam czułam, że się spociłam ( xd ). Po chwili byłam już w parku. Zobaczyłam moich znajomych. Ze wszystkimi się przywitałam gorącym uściskiem. Oczywiście każdy pytał czemu chciałam się z nimi spotkać. Pomyślałam, że od razu dojdę do sedna sprawy.
- Wyprowadzam się do Atlanty - wszyscy zrobili miną pt. WTF.
- Co !? Dlaczego ? - zadawali pytania.
- Mój ojciec dostał lepszą pracę i tak wyszło - wszyscy posmutnieli razem ze mną. Przytuliliśmy się grupowo. Potem z każdym po kolei się pożegnałam i poszłam do domu. Od razu, gdy wróciłam zaczęłam pakować resztę rzeczy, bo samolot mieliśmy za 4 godziny, a samochód, który miał zabrać nasze rzeczy za 2 i pół godziny. Wszystkie ciuchy poskładałam i włożyłam do walizki. Potem włożyłam biżuterię i kosmetyki. Zajęło mi to 2 godziny. Zawołałam tatę, aby poznosił moje rzeczy, bo to było ciężkie. Zniósł wszystko na dwór, oprócz mebli, ponieważ mieliśmy już w nowym domu. To było ciekawe. Myślałam jak tam jest w Stanford. Jak wygląda nasz dom. Jak jest urządzony i jak jest wymalowane. Rozmarzyłam się, ale moja kochana mamusia przerwała mi, ponieważ mieliśmy się zbierać na lotnisko. Pożegnałam się z domkiem <klik>. Wzięłam moje rzeczy i wpakowaliśmy się do auta. Ojciec miał zostawić samochód na lotnisku. sprzedać go czy coś w tym stylu. Po drodze wpadliśmy do sklepu i kupiliśmy potrzebne rzeczy. Napoje, słodycze itp. Po 40 minutach byliśmy na lotnisku <klik>. Poszliśmy na odprawę, bo nie mieliśmy bagaży. Mama wyciągnęła bilety, paszporty i dała każdemu. Podeszliśmy do faceta, który się tu zajmował i sprawdzał ludzi. Był on wysoki, miał na sobie czarny T-shirt i spodnie. Na nogach miał czarne martensy. Podałam mu grzecznie papierki. Sprawdził je i pozwolił mi iść dalej. Poczekałam na rodziców, potem poszliśmy dalej. Na takich jakby tackach położyła torbę i papierki. Ściągnęłam kolczyki, żeby mi nie piszczało. Przeszłam przez tak jakby most, który piszczał czasami (dop. kto leciał kiedyś samolotem wie o co mi chodzi xd), ale mi nie zapiszczał. Cieszyłam się i w duchu tańczyłam mój taniec radości. Nie lubię jak obcy mi ludzie obmacują mnie, to tak jakby gwałt. Mojej mamusi oczywiście zapiszczało i musiała ściągać buty. Zabrałam swoje rzeczy i poszliśmy dalej. Stanęliśmy w ogromnej kolejce do samolotu. Oczywiście mi się stać nie chciało i usiadłam sobie na krzesełku obok jakieś kobiety, która wyglądała na około 40. Po 40 minutach siedziałam już w samolocie. Usiadłam przy oknie, ponieważ kocham widoki. Obok mnie usiadła mama, a dalej tata. Stewardessy powiedziały coś tam o bezpieczeństwie z takiej karteczki. Potem kapitan powiedziała, że mamy zapiąć pasy, bo startować będziemy. Posłuchałam się i zapięłam. Po kilku minutach byliśmy już w niebie (dop. nie zginęli jak co xd). Odpięłam pasy, założyłam słuchawki na uszach, puściłam moją ukochaną piosenkę <klik>. Usiadłam wygodnie i przymknęłam oczy. Po chwili zasnęłam...
~~~~~
No i mamy 1 rozdział ;D
Po pierwsze przepraszam za błędy. Większość poprawiłam xd
Po drugie, dziękuje za komentarze ;*
Po trzecie, bardzo Was proszę abyście polecali mojego bloga.
Po czwarte, jutro się postaram dodać 2 rozdział ( bd. lepszy od tego, chyba xd )
Podobał się ? ;>
Proszę o komentarze ;)
Po pierwsze przepraszam za błędy. Większość poprawiłam xd
Po drugie, dziękuje za komentarze ;*
Po trzecie, bardzo Was proszę abyście polecali mojego bloga.
Po czwarte, jutro się postaram dodać 2 rozdział ( bd. lepszy od tego, chyba xd )
Podobał się ? ;>
Proszę o komentarze ;)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz