perspektywa Alice
6:04.
Justin ani razy nie odezwał się od ostatniej rozmowy. Nie odebrał ani jednego mojego telefonu do niego. Mógł nie odebrać. Przecież prowadził.
Nie martwiłabym się tak, gdyby nie to, że miał wyłączony telefon.
Obiecał, że zadzwoni jak będzie już w domu. Z moich obliczeń powinien już tam być. Tylko dlaczego nie dzwoni?
Siedziałam na łóżku, wgapiając się bezsensu w ekran telefonu. Miałam nadzieję, że zaraz zadzwoni albo przynajmniej wyśle sms-a.
Siedziałam tak czterdzieści minut, a od Justina żadnej wiadomości. Coraz bardziej zaczęłam się martwić.
Poczułam jak mój telefon wibruje. Spojrzałam na ekran - Mama Justina. Oblizałam wargi i odebrałam telefon, podchodząc do okna.
- Tak słucham? - powiedziałam spokojnie.
- Alice? - usłyszałam rozpaczliwy głos pani Pattie. Przestraszyłam się.
- Tak. Stało się coś? - zapytałam.
- Justin - wydukała i rozpłakała mi się do słuchawki.
- Co z nim? - mój głos zaczął się łamać, a oddech stawał się cięższy.
- On.. on miał wypadek - szepnęła. Nogi ugięły się pode mną.
- Ale..
- Alice kochanie - przerwała mi. - Razem z Jeremym jesteśmy w szpitalu.
- W jakim? - mama Justina podała mi dokładny adres po czym się rozłączyłam.
Łzy zaczęły spływać po moich policzkach. Musiałam jak najszybciej być w szpitalu. Przy nim.
Wzięłam byle jakie rzeczy z szafy i włożyłam je na siebie. Włożyłam do kieszeni telefon i zbiegłam na dół gdzie ubrałam buty.
- Skarbie, wychodzisz gdzieś? - usłyszałam za sobą głos mojej mamy. Odwróciłam się do niej. Obok stał również ojciec. - Córciu, co się stało? - mama podeszła do mnie i mocno mnie przytuliła. Rozpłakałam się. - Co się stało? - powtórzyła.
- Justin - szepnęłam drżącym głosem.
- Co z nim? - zapytał ojciec podchodząc do nas bliżej. Odsunęłam się od mamy.
- Jego mama do mnie zadzwoniła i powiedziała - wzięłam głęboki oddech i spojrzałam na nich. - Powiedziała, że jest w szpitalu. Muszę tam jechać.
- Zawieziemy cię - zaoferował ojciec spoglądając na matkę.
*
- Co z nim? - zapytałam, gdy tylko zobaczyłam rodziców mojego chłopaka. Pani Pattie miała czerwone oczy. Jej makijaż był rozmazany.
- Na razie nie wiemy wiele - odezwał się pan Jeremy. Kiwnęłam głową i usiadłam na plastikowym krzesełku. Obok mnie usiadła moja mama i pani Pattie.
- Gdzie on jest? - zapytałam po raz kolejny spoglądając na kobietę.
- Jest na sali operacyjnej - odpowiedział ojciec Justina.
Wciągnęłam nos i otarłam wierzchem dłoni łzy z policzek. Oparłam się o krzesło i tępo wpatrywałam się w ścianę. Tak bardzo się bałam o niego. Miałam tylko nadzieję, że będzie żył. [..]
Po jakimś czasie podszedł do nas mężczyzna w białym fartuchu. Wszyscy wstaliśmy z krzesłem w tym samym momencie.
- Państwo są rodzicami pana Justina Biebera? - zwrócił się w stronę państwa Bieber.
- Tak - potwierdził pan Jeremy.
- Dobrze. Będę szczery - poprawił swoje okulary na nosie i wziął głęboki oddech. - Państwa syn ma prawdopodobnie nowotwór.
- Czy to jest pewne? - zapytała łamiącym się głosem pani Pattie.
- Wpierw musimy zrobić kilka badań, które potwierdzą tą tezę, ale to dopiero, gdy chłopak się obudzi.
- Czy można do niego iść?
- Myślę, że można, ale nie na długo. Chłopak powinien teraz wypocząć - uśmiechnął się przyjaźnie po czym odszedł.
- Alice, idziesz ze mną? - oblizałam wargi i pokręciłam twierdząco głową.
Razem z panią Bieber poszłyśmy do sali w której leżał Justin. Pan Jeremy i moi rodzice musieli jechać do pracy.
Jak najciszej weszłyśmy do sali. Obok łóżka stała pielęgniarka, która zawieszała kroplówkę. Uśmiechnęła się do nas i wyszła z sali, zamykając drzwi. Pani Pattie podeszła do łóżka, siadając na krześle.
- Synku - wyszeptała, głaszcząc go po policzku.
Zagryzłam wargi i stanęłam z drugiej strony łóżka. Popatrzyłam na jego twarz. Był blady. Na jego czole była dość duża rana, a jego polika były całe poharatane. Delikatnie złapałam go za dłoń, aby nic mu nie zrobić. Była zimna. Lekko gładziłam jego dłoń kciukiem. Kilka łez spłynęło po moim policzku. [..]
- Alice - odezwała się po godzinie pani Pattie. - Ja pojadę do domu, wezmę kilka jego rzeczy i zobaczę co w pracy. Dobrze? - kiwnęłam twierdząco głową delikatnie się uśmiechając. Pani Pattie odwzajemniła uśmiech i wyszła wcześniej, całując swojego syna w czoło.
Westchnęłam. Usiadłam na krześle, które wcześniej zajmowała kobieta.
Siedziałam tak i wpatrywałam się w chłopaka, trzymając go za dłoń. Kocham go i nie pozwolę mu odejść. Nie mogę go stracić. [..]
Minęło kilkanaście minut. Pani Bieber dalej nie było. Widocznie miała dużo do załatwienia w pracy.
Ani na moment nie opuściłam Justina. Cały czas siedziałam obok niego i czekał aż się w końcu obudzi. Tak bardzo pragnęłam spojrzeć w jego czekoladowe tęczówki, usłyszeć jego głos.
Poczułam delikatny uścisk na mojej dłoni. Przez chwilę myślałam, że moja wyobraźnia za bardzo działa. Myliłam się. Spojrzałam na twarz szatyna. Miał otwarte oczy, a jego kąciki ust unosiły się delikatnie do góry. Mimowolnie łza spłynęła po moim policzku. Uśmiechnęłam się szeroko, wpatrując w jego twarz.
- Alice - szepnął zachrypłym głosem.
- Tak? - pogłaskałam go delikatnie po policzku.
- Przepraszam - powiedział prawie niesłyszalnie.
- W porządku Justin - uśmiechnęłam się do niego.
- Kocham cię - ścisnął moją dłoń.
- Ja ciebie też.
*
- Witaj synku - uśmiechnęła się kobieta, wchodząc do sali. Justin odwzajemnił.
Pani Pattie położyła czarną torbę w rogu pomieszczenia i usiadła obok nas.
- Jak się czujesz? - zapytała, ściskając jego dłoń.
- Dobrze - szepnął. Było po nim widać, że jest wykończony.
- Nie jesteś głodny? - pokręcił przecząco głową.
Po chwili do sali wszedł lekarz razem z pielęgniarką. Doktor podszedł do karty i coś spisał po czym spojrzał na szatyna
- Jak się czuje nasz pacjent? - zapytał, uśmiechając się. - Tylko proszę mówić szczerze - Justin westchnął i spojrzał na swoją mamę.
- Kiepsko - zagryzł wargę.
- Boli cię coś? - zapytał po raz kolejny, podchodząc do niego. Razem z panią Pattie odsunęłyśmy się, aby lekarz i pielęgniarka mogły podejść. Justin kiwnął twierdząco głową. - Słucham.
- Głowa i klatka piersiowa.
- To nic dziwnego. Pasy za mocno się pociągnęły i walnąłeś się z ogromną siłą w kierownicę - westchnął doktor. - Będziemy musieli zrobić badania. Dzisiaj dam ci spokój. Odpocznij - uśmiechnął się i razem z pielęgniarką wyszli.
Razem z panią Pattie posiedziałyśmy jeszcze godzinę po czym wróciłyśmy do swoich domów, aby Justin mógł odpocząć.
*
perspektywa Justina
Obudziłem się z ogromnym bólem głowy. Pierwszy raz bolała mnie tak mocno. Podniosłem się powoli do pozycji siedzącej. Wziąłem kilka głębokich wdechów. Ból minął w małym stopniu.
Spojrzałem na zegarek wiszący na ścianie - 06:14.
Po kilku minutach do sali wszedł ten sam mężczyzna w białym fartuchu co wczoraj razem z dwoma pielęgniarkami.
- Jak dobrze, że już nie śpisz mój chłopcze. Zabieramy cię na badania - uśmiechnął się, poprawiając okulary na swoim nosie. Wzruszyłem ramionami i powoli wstałem z łóżka przy pomocy pielęgniarek. [..]
- Wyniki powinny być jutro, a teraz odpoczywaj. Potrzebujesz tego - uśmiechnął się, wychodząc z sali.
Ten koleś cały czas się uśmiecha. Trochę mnie to denerwuje. Przecież nie jestem dzieckiem.
Westchnąłem.
Dochodziła dwunasta. Zaraz powinna przyjść Alice. Myśląc o niej uśmiechnąłem się sam do siebie.
Chwile tak leżałem, myśląc o niej. Po kilku minutach zasnąłem.
Spieprzyłam rozdział. Zwiodłam Was, znowu.
PRZEPRASZAM.